Neil Gaiman - Ocean na końcu drogi

Bycie dzieckiem, które przeżywa magiczne przygody, ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony widzi się rzeczy, które inne dzieciaki nie zobaczą w żadnym filmie, ani nie przeczytają w żadnej książce. Coś, co wykracza poza granice naszego pojmowania.

Ale z drugiej strony, jeśli przygody te okażą się niebezpieczne, czy ktokolwiek mógłby pomóc? Czy w ogóle ktokolwiek uwierzy, że coś niezwykłego dzieje się pod jego nosem?!

Nie uwierzyli ani rodzice, ani siostra chłopca, którego historię poznałam. Nie zauważyli, że samobójcza śmierć ich lokatora zbudziła starą jak świat, a może nawet jeszcze starszą, magię. Jedynymi osobami, które pomogły chłopcu choć odrobinę zrozumieć stare tajemnice, były trzy kobiety mieszkające na końcu wiejskiej drogi. Babka, matka i córka - trzy pokolenia rodziny, która obdarzona była niezwykłymi  umiejętnościami i pamięcią. Kobiety te dały chłopcu schronienie, gdy tracił wszystko co kochał.

Gra toczy się o wielką stawę. Chłopiec może bezpowrotnie stracić dom, rodzinę a nawet życie. Potrzeba dużej wiedzy, odwagi i sprytu, aby  uśpić stare bestie i odesłać je tam, skąd przybyły. W międzyczasie nasz narrator pozna odpowiedzi na wiele dziwnych pytań:
Czy ocean można zmieścić w wiadrze? Jak starym trzeba być, żeby pamięta Wielki Wybuch? Czy koty wyrastają z ziemi? Oraz, czy można manipulować pamięcią przy użyciu zwykłych nożyczek i nici? 
      Znasz odpowiedzi? 

"Ocean na końcu drogi" ma narrację pierwszoosobową. Imienia naszego narratora jednak nie znam i nie poznam. Nie wiem też masy innych rzeczy, bo w powieści można znaleźć odpowiedzi na (może) 20% pytań. Przez pierwsze... pół książki nie ma się zielonego pojęcia, co się dzieje. Jak? Dlaczego? Kto? Skąd? W jakim celu? itp. itd.  Może to wyprowadzać w równowagi, ale z drugiej strony, tworzy się w okół powieści niezwykła, tajemnicza aura, która wciąga czytelnika coraz bardziej, mimo początkowego poirytowania.  

Bohaterów na pewno zbyt dobrze nie poznacie, bo po prostu nie da się tego zrobić w przeciągu dwustu stron. Ich zachowania i emocje są... zwyczajne. Jak w przeciętnej rodzinie, znaleźć możemy: łagodną i nieco nadopiekuńczą matkę, trochę zbyt porywczego ojca, irytującą i wykorzystującą swoją przewagę starszą siostrę oraz najmłodszego w rodzinie chłopca, który czas spędza na szwendaniu się po okolicy i czytając książki przygodowe. Gdy świat naszego narratora odwraca się do góry nogami, wszystko przestaje być oczywiste. Wtedy też poznajemy drugą rodzinę - rodzinę Hempstock - której zachowania i emocje nie są absolutnie zwyczajne. Chłopiec musi uczyć się wszystkiego w biegu, a my razem z nim. Nie ma czasu na tłumaczenia, bo jeśliby zacząć tłumaczyć od początku, to trzeba by się było cofnąć do czasów, gdy ziemia była jeszcze w powijakach. Nasz bohater przeżywa więc przygodę, którą można porównać do jazdy na rowerze na ślepo... bez trzymanki...  po autostradzie.

Z początku może się wydawać, że jest to książka dla dzieci. Nie jest zbyt obszerna, napisana prostym językiem a głównym bohaterem jest mały chłopiec, który przeżywa najdziwniejsze chwile swojego życia.  Teraz wiem, że młodsi nie mają tu czego szukać. To trochę zbyt ciężka książka. Niełatwo się w nią na początku wgryźć. Jest mroczna i niektóre opisy nie nadają się dla dzieci. Nie powiedziałabym jednak, że to pozycja dla dorosłych. Spokojnie mogą po nią sięgnąć osoby mające "naście" lat. Chodzi mi raczej o to, że to kiepski wybór jako bajka na dobranoc dla małego dziecka, bo powieść ta na pewno jest trudniejsza w odbiorze niż np. "Koralina" tego samego autora. 

"Ocean..." bez wątpienia jest książką magiczną, ale nie dorównuje takim "Amerykańskim bogom" (recenzja) czy "Chłopakom Anansiego" (recenzja), gdzie na prawdę można poznać styl i geniusz Gaimana. Recenzowana przeze mnie powieść jest po prostu zbyt krótka, aby autor mógł się w pełni wykazać. Nie mówię jednak, że jest  to zła książka i porażka autora. Można w niej wyczuć Gaimanowskie pióro, zwłaszcza jeśli wcześniej czytało się "Gwiezdny pył". W moim prywatnym rankingu "Ocean..." plasuje się mniej więcej po środku.

Powieść ta skłania do refleksji. Przede wszystkim pokazuje, jak ważne jest poświęcenie i zaufanie. Pokazuje też, że gdybyśmy zawsze dostawali to, czego chcemy, nikomu nie wyszło by to na dobre. Historia chłopca (którego imienia nie znam) uświadomiła mi, iż czasem jedynym prawdziwym spojrzeniem na świat, jest spojrzenie dziecka. Ufnego, wrażliwego, ale upartego. Nie wolno zatracić w sobie tej wrażliwości, bo nie dostrzeżemy całej magii, która i nas otacza :) 

Podsumowując: Notka ta nie jest zbyt długa, bo i nie ma zbyt wiele do napisania. To dobra książka, która pozostawia po sobie mnóstwo pytań i mętlik w głowie, ale też skłania do przemyśleń. Z pozoru banalna opowiastka, ma w sobie głębsze przesłanie. Na początku czyta się ciężko przez masę zalewających czytelnika pytań, na których znikąd odpowiedzi, ale w miarę lektury, przestają one przeszkadzać a zaczynają tworzyć niepowtarzalny, tajemniczy klimat. Polecam miłośnikom fantastyki i osobom, które chcą przeżyć coś magicznego i mrocznego w te wakacje. Zaznaczam jednak, że jest to książka, przynajmniej według mnie, najniżej od dwunastego roku życia. Młodsze dzieci mogą się nią szybko znudzić albo zwyczajnie nie zrozumieć.

Ocena liczbowa:
7/10
Ocena słowna:
Godna uwagi

 Wyzwanie "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu":
+ 1,8 cm--> 165 cm

13 komentarzy:

  1. Swego czasu miałam wielką chrapkę na tę książkę, ale jakoś jej wtedy nie przeczytałam. Kiedyś jeszcze powinnam to zrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio rośnie u mnie apetyt na Gaimana, a po przeczytaniu "Chłopaków Anansiego" osiągnął apogeum. Na pewno sięgnę po "Ocean" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobała mi się, ale zdecydowanie Gaiman ma lepsze książki. Ja najbardziej lubię chyba "Amerykańskich bogów" (już nie mogę doczekać się serialu!)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna, klimatyczna, czasem wzruszająca, świetna książka. Gaimana po prostu uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog, zapraszam do siebie jestem tu nowa. http://morningdew99.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Gaiman ma często taki styl pisania - czytelnik nigdy nie wie czego może się spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Geniuszu Gaimana jak na razie nie miałam okazji poznać. Mam nadzieję, że w końcu to nadrobię, a w międzyczasie chętnie sięgnę po "Ocean...". ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi jak ksiazka, ktora moglaby skrasc moje serce:) lubuje sie w takich, w ktorych nie mam pojecia co sie dzieje;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No wiadomo, nie dorównuje "Amerykańskim bogom" czy "Chłopakom...", bo jest zupełnie inna :) Ciężko je porównywać, bo "Ocean..." jest baśniową opowieścią w otoczce przyswajalnej także dla młodszych czytelników :) Jak dla mnie - fantastyczna przygoda,w zupełnie innym klimacie, niż "Chłopaki..." czy "Nigdziebądź" i dzięki temu właśnie uwielbiam Gaimana - nigdy nie wiadomo, czym zachwyci czytelnika. Mnie zachwyca za każdym razem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na pewno kiedyś zapoznam się z twórczością Gaimana, ale zacznę od Nigdziebądź. A potem może tych Amerykańskich bogów przełknę, skoro taka dobra ta opowieść :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam jeszcze nic Geimana, ale zamierzam to niedługo nadrobić :)
    Świetna recenzja
    Pozdrawiam :*
    zapraszam do mnie: cynamonkatiebooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój brat posiada tą ksiażkę w swoich zbiorach, więc niedługo ją przeczytam :>

    OdpowiedzUsuń