Ramsey Campbell - Zły wpływ

W każdej rodzinie jest jakaś czarna owca.  W rodzinie Faradayów jest nim głowa rodu Queenie, która trzymała wszystkich w swojej żelaznej pięści nawet wtedy, kiedy nie była w stanie wychodzić już z łóżka. Nie można było jej odmówić, z niewyjaśnionych przyczyn wszyscy jej się bali. Ale nie tylko lęk sprawiał, że każdy członek rodziny jej ulegał. Nie wypada odmawiać kobiecie, która jest już właściwie na łożu śmierci. Dlatego rodzice Rowan, Alison i Derek, na żądanie Queenie podarowali jej pukiel włosów swojej córki. 

Kobieta umarła niedługo później i zostaje pochowana z medalionem, do którego włożyła uprzednio owy kosmyk. Siostrze Alison, Hermione, zupełnie się to nie podobało. Sądziła, że to zły pomysł. Kobieta nie mogła uwolnić się od strachu, którym napełniła ją staruszka w dzieciństwie, toteż  nawet po śmierci czuła, że ma jakieś złe  zamiary względem Rowan. Nie było jednak żadnych dowodów, aby poprzeć te obawy.

Gdy ktoś odchodzi, pozostawia po sobie spadek. W tym przypadku ogromnych rozmiarów, stary dom Queenie dostała Alison i jej mąż. Od dawna ledwo wiązali koniec z końcem, a utrzymanie takiego budynku z dwóch mizernych pensji, a właściwie jednej, bo Derek od jakiegoś czasu nie dostawał żadnego zlecenia, było trudnym wyzwaniem. Na tyle trudnym, że obojgu brakowało czasu, aby zająć się Rowan. Dziewczynka, od momentu śmierci Queenie stała się innym dzieckiem. Była cicha, zamknięta w sobie. Znalazła sobie nawet przyjaciółkę Vicky, której z niewyjaśnionej przyczyny nikt nie widział prócz niej.

Alison zaczęło przerażać zachowanie córki. Powoli dostrzegała w niej coraz większe podobieństwo do Queenie. Czyżby ostatnie słowa staruszki, że nie zamierza umierać, się potwierdziły? Czy medalion umożliwił kobiecie manipulowaniem duszą i ciałem dziewczynki? Nawet jeśli to prawda, kto uwierzy Alison?

Przyznam się, że zupełnie nie wiem od czego zacząć... Może od tego, że czuję się rozczarowana. Jakiś czas temu, na kilku blogach, była mowa o tej książce i raczej oceniano ją pozytywnie. Dodatkowo skusiła mnie niska cena, gdyż książkę udało mi się dostać w tzw. "strefie taniej książki". Zaraz po kupieniu musiała trochę poczekać na swoją kolei, odłożyłam ją więc na półkę zwaną przeze mnie "poczekalnią". Jej grzbiet niezwykle kusił, bo już dawno nie czytałam niczego z dreszczykiem, nic dziwnego, że pokładałam w tej pozycji spore nadzieje. Nadzieje, które stopniały jak lód upuszczony na chodnik w czterdziestostopniowym upale.

Czytając "Zły wpływ" miałam wrażenie, że autor jest początkującym pisarzem i ta książka to jego pierwsza powieść. Jeśli tak, mogłabym przymknąć trochę oko na fakt, że właściwie nie ma w niej niczego, do czego nie można by się było doczepić. Styl pozostawia wiele do życzenia. Bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby mieli rozdwojenie jaźni. Fabuła jest naciągana i czytając, momentami moje odczucia można by zobrazować:


Książkę da się moim zdaniem opisać w 3 słowach: chaos i brak konsekwencji. Niestety autor przecenił swoje możliwości. Na okładce napisano natomiast, że "autor to jeden z najbardziej cenionych twórców fantastyki i horroru, a "Zły wpływ" jest uznawana za najbardziej znaczącą w dorobku autora." Jeżeli faktycznie, to wole nie czytać innych pozycji tego pisarza. Ale zacznijmy od początku...

Najpierw wspomniałam o stylu. Tylu powtórzeń, to ja jeszcze na oczy nie widziałam. Autor gubił się gdy w tym samym czasie było więcej niż jeden bohater i zdarzały się momenty, że w trzech zdaniach z rzędu trzy razu użył imienia postaci, którą aktualnie opisywał. Jak dziecko z podstawówki nie wiedzące, że istnieje coś takiego jak synonim.  A skoro już mowa o opisach, to jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym kompletnie nie wiedziała jak wygląda świat, w którym żyją bohaterowie. Brakowało im "tego czegoś", co wciąga czytelnika i buduje nastrój. Nastroju właściwie w ogóle nie ma. Powieść sprawia wrażenie smętnej i przytłaczającej. Jeżeli poczujecie dreszcze, to tylko na myśl, ile jeszcze pozostało wam do końca.

Przejdźmy już do samych bohaterów. Jedyną normalną postacią, której szczerze dopingowałam była Rowan. I jak na ironię, to ona jest pod wpływem złych mocy. Cała reszta jest moim zdaniem bandą nieodpowiedzialnych kretynów.

Rodzice Rowan mieli poważne problemy finansowe. Nie byli gotowi na dziecko głównie z tego powodu, że nie mogli się utrzymać. Taką wersję przedstawił autor. Według mnie, Alison i Derek nie byli gotowi na dziecko, bo po prostu byli niewystarczająco dojrzali, aby takowym się zajmować i wychowywać. Wiecznie brakowało im dla córki czasu. Rowan zaczęła zamykać się w sobie, gdy podsłuchała, że była niechcianym dzieckiem, "wpadką". Alison z Derekiem, zamiast jednak zainteresować się zmianami w zachowaniu ich  dziecka, non stop podrzucali ją sąsiadce, której dzieci szydziły w dziewczynki, albo ciotce Hermione, która opiekując się nią, również zostawiła Rowan pod opieką innych osób. I jak tu się dziwić, że czuła się niechciana i zaprzyjaźniła się z dziwną, zimną w stosunku do innych dziewczynką-duchem?  Już pomijam fakt, że często jej rodzice zachowywali się przy niej agresywnie, przeklinali i krzyczeli. Po prostu wzór do naśladowania. Mimo takich warunków, Rowan często podejmowała o wiele rozsądniejsze decyzje niż inni członkowie jej rodziny.

Pomijając kwestie rodzicielskie, Alison, Derekowi i Hermione można dopisać wiele innych cech niż nieodpowiedzialność. Alison była neurotyczna. Najdrobniejszy komentarz ze strony męża był w stanie ją urazić. Ale już chwilę później stawała się waleczna i pewna swoich racji. Derek przez całą książkę miał klapki na oczach i chyba niezbyt go cokolwiek obchodziło prócz pieniędzy i "honoru". Hermione... ona była z kolei stuknięta. Albo była geniuszem, bo jeszcze przed opętaniem Rowan wiedziała, że dziecko jest pod wpływem złych mocy.  Wszyscy bohaterowie mieli chyba jakąś niesamowitą intuicję, skoro bez żadnych dowodów ani wskazówek, po prostu mając przeczucie, znajdowali się o odpowiedniej porze w odpowiednim miejscu. I to wcale nie po to, aby popchnąć do przodu fabułę...

Dialogi są sztuczne jak w "Trudnych sprawach". Często brak powiązania między pytaniem a odpowiedzią. Zupełnie, jakby autor nie wiedział, jak naprowadzić rozmowę, aby rozjaśnić coś czytelnikowi, więc szedł na łatwiznę i kazała bohaterom tak nagle zacząć mówić na dany temat.  W dialogach, prócz agresji, trudno było się dopatrzeć emocji. Między Derekiem a Alison prawie wcale nie było uczucia. No, może poza momentami, kiedy szli do łóżka, po tym jak oddali ich córkę ciotce. Po co porozmawiać z dzieckiem, skoro można robić o wiele ciekawsze rzeczy...

Pomysł na fabułę może i ciekawy, ale źle zrealizowany. Kolejne zdarzenia były przewidywalne, "zwroty akcji" naciągane, a przez to i chęci do dalszego czytania brak. Czyta się, owszem, szybko, ale co z tego, jeśli nie daje to przyjemności? Kompletna chaotyczność sprawiała, że ze sporej liczby bohaterów, trudno było odgadnąć kto jest kim i do tej pory nie umiem do końca wyjaśnić powiązań w rodzinie Faradayów.

Podsumowując: "Zły wpływ" jest jak dla mnie niewypałem. Współczuję Rowan takiej rodziny. A przede wszystkim współczuję sobie, że się za tę książkę zabrałam. Autor nieudolnie silił się, aby napisać "powieść przyprawiającą o dreszcze". Miałam wrażenie, że kompletnie nie wie, jak się za to zabrać. Liczne powtórzenia, opisy bazujące głównie na porównaniach, brak klimatu, nieprzyjemni bohaterowie i sztuczne dialogi to tylko początek długiej listy skarg i zażaleń. Jedynymi pozytywnymi cechami jest główna bohaterka i fakt, że powieść w miarę szybko się czyta. Ale to chyba nie wystarcza, aby w ogóle brać tę pozycję pod uwagę... Zdecydowanie nie polecam.

Ocena liczbowa:
3/10
Ocena słowna:
Nie warto marnować czasu

 Wyzwanie "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu":
  (+2,5 cm) 12,5 cm --> 165 cm

11 komentarzy:

  1. Kurcze, a opis fabuły naprawdę mnie zaintrygował i nawet byłam gotowa na pozytywną opinię z Twojej strony. Tak więc naprawdę mnie zaskoczyłaś, że jest tak kiepsko. Pomysł był niezły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka nie jest dla mnie, ale szkoda, że okazała się niewypałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja. :)
    Na książkę czasu marnować nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja recenzja powinna mnie całkowicie od rzucić od tej pozycji, ale za to bardzo mnie zaintrygowała. Pomimo tego, że Tobie się nie spodobała, podeme ryzyko i przeczytam. Dla zabawy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można podejść do tej pozycji i w taki sposób ;) Na pewno będzie się mniej cierpiało ;P

      Usuń
  5. Bohaterowie jak i cała konstrukcja lekko mnie przeraża. Pomysł mi się podobał, ale czym dalej czytałam tym było gorzej. W ogóle nie znasz świata, to okropne... To co to za książka. Nie sięgnę na pewno.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zatem nie będę marnować czasu, chociaż nie ukrywam, że po opisie fabuły poczułam się zainteresowana.

    PS. W przedostatnim zdaniu pierwszego akapitu nie wkradła Ci się literówka? Zamiast "staruszka" napisałaś "staryszka" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawione ;) Najczęściej mylą mi się te dwie litery...

      Usuń
  7. Rzeczywiście ta książka to chyba jakiś chaos... Na pewno po nią nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja akurat nie słyszałam o tej książce zbyt wiele, ale przyznaję, że fabuła mnie zaciekawiła, więc mimo wszystko byłabym skłonna dać jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fabuła wydaje się interesująca i nawet miałam zamiar ją przeczytać. Ale cóż teraz to jeszcze przemysle :P moze kiedys...

    OdpowiedzUsuń