Koralina - film, komiks i książka oczywiście.


   Z Koraliną pierwszy raz zapoznałam się oglądając film. Później zorientowałam się, że istnieje książka i to właśnie na jej podstawie powstała ekranizacja, która tak mnie urzekła. Od "Koraliny" tak na prawdę zaczęła się moja przygoda z autorem i czytelnictwem w ogóle ( była jedną z pierwszych książek, ale nie pierwszą ;) ). Mam więc do niej duży sentyment. Kilka miesięcy temu, na Festiwalu Komiksu i Gier w moim mieście (Łodzi) udało mi się wyłowić również komiks, powstały na podstawie tej właśnie powieści autora. 

   Zastanawiacie się pewnie, do czego zmierzam... 
 Otóż dzisiaj, zamiast zwykłej recenzji, przyjrzę się tym trzem wersjom "Koraliny". Kto mi zabroni :)

Zajmijmy się najpierw fabułą. 

   Koralina  Jones jest ciekawą świata i nieprzeciętną dziewczyną. Los pokarał ją jednak zupełnie przeciętnymi i najnudniejszymi w świecie rodzicami, którzy pochłonięci pracą pawie w ogóle nie zwracali uwagę na córkę. 
  Cała historia zaczyna się, gdy rodzina Jonesów przeprowadza się do nowego domu. Jest to duży, pomalowany na różowo budynek, w którym mieszkają już dwie stare aktorki ze zgrają jazgoczących psów (na parterze) i stary, trochę obłąkany mężczyzna, rzekomo tresujący cyrkowe myszy (piętro wyżej). Koralina, mimo szczerych chęci znalezienia sobie jakiegoś zajęcia, nudziła się w nowym miejscu. Nie miała przyjaciół, na dworze prawie zawsze padało, więc nie mogła spacerować i odkrywać nowych miejsc, co tak bardzo lubiła. Jedyną rzeczą, jaka przyciągnęła jej uwagę, były drzwi. Stare, zamurowane drzwi w salonie.
   Pewnej nocy, zwabiona hałasami dobiegającymi z dołu, odkrywa, że owe drzwi są otwarte, a za nimi nie ma już cegieł, lecz przejście do innego świata. Była tam jej matka, ojciec, sąsiedzi... ale wszystko było lepsze, bardziej kolorowe. Jedyną dziwną rzeczą był fakt, że żyjący tam ludzie mieli zamiast oczu guziki. Znudzona Koralina uciekała więc do "drugiego życia" kiedy tylko mogła. Pytanie tylko, jaką cenę trzeba zapłacić, aby stać się częścią tego świata. I czy jest on faktycznie tym, czym się wydaje?

Czym różnią się te trzy wersje jednej historii?  

  Komiks od książki właściwie niczym. Jest on dokładnym odzwierciedleniem powieści, a przynajmniej nie znalazłam niczego, aż tak odbiegającego od myśli autora. Natomiast film... Jest w nim kilka nowości. 
   Pojawiła się postać Wybie'go. Trochę dziwnego dzieciaka, którego babcia zakazuje mu się zbliżać do domu, gdzie od niedawna mieszka nasza bohaterka.



Daje on Koralinie Lalkę. Nie ma o niej ma mowy w książce. Jest to lalka wyglądająca jak dziecko, które stara się zwabić Druga Matka. 
 

Więcej uwagi poświęcono też sąsiadom bohaterki.


 
Koralina również jest nieco inna niż książce: o wiele bardziej żywa, buntownicza... i kolorowa. Bohaterka książki była raczej małomówna i, nie da się ukryć, grzeczniejsza niż jej filmowy odpowiednik. Jeżeli chodzi o wygląd, różni się on w każdej wersji, ale z tego co pamięta, nigdzie nie jest opisane, jak Koralina wygląda, tak więc.. podziwiajcie:



Komiks czy film?

   Odpowiedź: film. Może nawet trochę bardziej od książki... Dlaczego?
Został on stworzony metodą poklatkową, przez studio Laika, które specjalizuje się w tworzeniu tego typu animacji. "Koralina i tajemnicze drzwi" to na prawdę pięknie i starannie wykonany film. Pierwsze sceny, gdy szyta jest lalka... trudno mi było uwierzyć, że można uzyskać taki efekt, robiąc zwykłe zdjęcia :) Niesamowite.  Znalazłam również całkiem ciekawą stronę, chętnych zapraszam:tutaj.
  Wprowadzenie wspomnianych wcześniej nowości, było moim zdaniem całkiem udanym zabiegiem. Książkowa historia nic nie traciła, powiem więcej, zyskiwała na wiarygodności. 
   Oglądając film czułam niepokój i grozę wyciekającą z ekranu telewizora. Książka nie dostarcza tak intensywnych emocji, ale nic dziwnego. Głównym atutem, zaraz po samej animacji, jest ścieżka dźwiękowa, która na prawdę oddaje nastrój: 



Co natomiast ma do zaoferowania komiks? 

  Ilustracje stworzone przez P. Craiga Russella są żywe i dość realistyczne. Wszystkie pomieszczenia i postacie są szczegółowe i doszlifowane. Największe wrażenie według mnie robi fakt, że artysta potrafi świetnie przedstawiać emocje nie tylko za pomocą mimiki bohaterów, ale głównie ich mową ciała, szczególnie gestami i ułożeniem dłoni. 






  Stworzony przez Russella  komiks czyta się szybko, akcja jest dość wartka dzięki czemu płynnie przechodzi się między kolejnymi stronami, aż  jesteś na końcu i zastanawiasz się: kiedy do tego doszło? 
  Komiks również ma ten tajemniczy klimat. Pozbawiony jest niestety uroku jaki ma animacja.

Co z tą książką?


  Powieść, na której podstawie powstały komiks i film, jest czystą esencją historii Koraliny. Gdyby autor trochę bardziej rozwinął pomysł, użył więcej gaimanowskiej magii, może nie stawiałabym adaptacji nad książką, kto wie? Moją hierarchię pewnie ukształtował fakt, że najpierw obejrzałam film, który jest na prawdę piękną animacją. Sama książka nie jest jednak zła. Czytając ją również odczuwa się niepokój i towarzyszy przeczucie, że nie jest to zwykła historia dla dzieci.  Pomysł na fabułę jest nietuzinkowy i już to czyni ją wyjątkową.

Co więc polecam?

  Każdego ciekawego zapraszam do lektury. Radziłabym najpierw zapoznać się z oryginałem, a potem brać się za adaptacje. A skoro już o nich mowa, to film najbardziej polecam miłośnikom animacji poklatkowej - choć premierę miał w 2009, to się nie postarzał i nadal robi wrażenie :). Komiks natomiast pozostawiam jako ciekawostkę lub po prostu miłośnikom tego rodzaju sztuki. (Ja z komiksem jako takim zaczęłam niedawno, ale chyba wsiąknęłam już na dobre :) )

PS Choć trochę was zainteresowałam? Piszę tego typu post pierwszy raz, macie więc jakieś propozycje, rady albo uwagi? Mam wstawiać tego typu notki częściej? Piszcie ;)


12 komentarzy:

  1. ja oglądałam tylko film, był nawet fajny, ale nie aż tak, abym zdecydowala się czytać ksiażkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej pozycji w ani jednym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie znam tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Postacie z filmu są ciutkę przerażające ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszne są te postacie w filmie, w ogóle często są teraz w bajkach takie strasznie karykaturalne ... ;o
    Nie oglądałam, ani nie czytałam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, chyba po raz pierwszy widzę, że miłośnik książek stawia ekranizację wyżej niż oryginał. Koleżanka jakiś czas temu zachwycała się "Koraliną" w wersji filmowej i obiecałam jej obejrzeć... Dotąd tego nie zrobiłam. Ale zbliżają się ferie... :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. "Koralinę" przeczytam, bo już od jakiegoś czasu się doń przymierzam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam i oglądałam, podobało mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy pomysł z tym porównaniem trzech wersji "Koraliny". Film oglądałam już dawno i podobał mi się. Zastanawiałam się też nad książką, ale ostatecznie jakoś nie było okazji jej przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niestety obejrzałem najpierw animację (nie ujęła mnie), a rzadko zdarza mi się sięgać do literackiego pierwowzoru po tym gdy najpierw obejrzałem adaptację. Za to komiks wygląda intrygująco! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiec o tym, że bardzo, ale to bardzo zazdroszczę Ci komiksu, ponieważ jestem fankom historii Koraliny na razie filmowej, ale mam zamiar to w niedługim czasie zmienić. KOralina przypomina mi mnie, gdy byłam małą dziewczynką i z pewnościa stąd ten sentyment. Jest bardzo do mnie podobna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie słyszałam o tej historii, a wydaje się bardzo ciekawa... :)

    OdpowiedzUsuń