Richard Matheson - Jestem legendą


"Wejrzyj w swą duszę skarbie - czy wampir jest aż tak zły? On tylko pije krew."


Wielu ludzi przeraża wizja apokalipsy zombie. O ile gorsza jednak jest wizja świata zdominowanego przez wampiry? Robert Neville przekonał się, że życie z zombiakiem za oknem byłoby o wiele lżejsze. Dlaczego?

1. Wampira trudno zabić. Trzeba się zbliżyć najbardziej jak to możliwe, żeby wbić kołek w ich martwe serce, albo zmusić je do przebywania na zewnątrz podczas dnia. Niestety wampiry nie lubią się opalać, dlatego też...
2. ...Robert ma wyznaczaną godzinę policyjną przez słońce. Gdy tylko zachodzi, przed domem roi się od krwiożerczych, szybkich i silnych bestii, które zdecydowanie mają odrobinę więcej IQ niż przeciętne zombie.
     
Neville musi więc codziennie za dnia sprawdzać stan domu i oceniać jego bezpieczeństwo. Naprawiać szkody, robić zapasy kołków, schodzących szybciej niż bilety na premierę nowego Hobbita, oraz rozwieszać czosnek, którego zapachem przesiąkło już całe mieszkanie, ubrania Roberta i pewnie też on sam. Jak to również bywa, gdy jest się ostatnim żyjącym człowiekiem w okolicy, trzeba rozwinąć niezbędne do przeżycia umiejętności, takie jak: naprawa samochodu, gotowanie i robienie zapasów czy posługiwanie się piłą i młotkiem.

Nasz ocalały codziennie zmaga się nie tylko z wampirami, ale też z lękiem, wyrzutami sumienia, niepewnością i własnymi wadami, widocznymi teraz bardziej niż kiedykolwiek. Najgorsza jednak jest świadomość, że będzie się robiło codziennie to samo, aż do zapicia na śmierć, szaleństwa, zapicia wynikającego z szaleństwa albo dorwania przez jednego z wampirów. Cudowna perspektywa. A wszystko zapoczątkowała choroba, której nikt nie był w stanie rozpoznać, ani jej zapobiec.  Choroba, która odebrała Neville'owi ukochaną żonę i córkę... i wszystkich w promieniu stu kilometrów co najmniej. 

Jak wygląda życie ostatniego człowieka na ziemi? Czy Robert faktycznie jest ostatni, czy może ktoś jeszcze uchronił się przed zarazą? Czy choroba jest faktycznie chorobą, czy może wampiry jakie znamy z książek naprawdę istnieją? Wiele pytań zostało pozostawionych bez odpowiedzi. Odpowiedzi, których Robert Neville musi teraz szukać na własną rękę.


"Siła wampira polega na tym, że nikt w nie nie wierzy"

    
"Jestem legendą" to jedna z tych książek, które przeczytałam po obejrzeniu ekranizacji.  Zazwyczaj
murem stoję za opinią, że książka jest lepsza od jej filmowej adaptacji. Bogowie internetu, hejterzy, mieszkańcy blogosfery... grzmijcie ile chcecie, ale tym razem tak nie jest.

Co pchnęło mnie do tego, aby wbić kij w mrowisko? Ano to, że film oglądałam i naprawdę mi się podobał. Trzymał w napięciu i jak widać pozostał w pamięci. Natomiast książka... dawno nie czytałam takiej, która równie bardzo by mnie wymęczyła. Z dziką przyjemnością zostawiłabym ją w połowie, gdyby nie TEN czytelniczy obowiązek. Jakie mam zarzuty?

Przede wszystkim brak jakiejkolwiek akcji. Wszystko wlecze się w żółwim tempie, a czytając odliczałam tylko ilość stron do końca. To nie najlepiej wróży. Wolne tempo nie jest jednak spowodowane samotnością bohatera. Książki takie jak "Misery" udowadniają, że historia kaleki na wózku inwalidzkim zamkniętego w pokoju może być ciekawa. Tutaj bohater walczy samotnie z wampirami, a ja prawie usypiam! W czym widzę problem?

Głównie w stylu autora. Jest on bardzo... męski, najprościej ujmując. Konkretny, zwięzły, bez ozdobników. Język był tak poprawny, że czułam się, jakbym czytała instrukcję obsługi reaktora nuklearnego. Po prostu nie ma miejsca na niepotrzebne czułości. Z jednej strony plus, książka ma być poważna, w końcu życie Roberta nie jest usłane różami. Ale z drugiej strony, wszystkie opisy wampirów czy przeżyć wewnętrznych bohatera, które miały na mnie wzruszyć albo przerazić, były dla mnie nijakie. Jak płatki śniadaniowe z tektury. Forma jest - smaku brak. Tak samo było z  tą książką.

Wszystkie wymienione wyżej wady sprawiają, że naprawdę ciężko przez książkę przebrnąć. Pomysł sam w sobie genialny i na pewno ciekawszy niż zombie, które jakoś mnie nie porywają. Dodatkowo wracamy do starego dobrego wampira - krwiożerczej, przebiegłej bestii, a nie uczestnika Top Model. Żeby nie być aż tak okrutnym, są momenty, kiedy naprawdę się wciągnęłam i czekałam co było dalej. Ale kończyły się równie szybko, jak się pojawiały. Szkoda też, że musiałam na takie okruchy nadziei czekać aż do połowy książki. Gdyby nie one, pewnie przestałabym czytać i zajęła się czymś innym. 


Nie chcę utwierdzić Was w przekonaniu, że "Jestem legendą" to zła książka. Tak nie jest. Widać, że autor dysponuje dużą wiedzą i jak wspomniałam wyżej, pomysł jest naprawdę ciekawy. Brak tutaj głównie budowania napięcia, wartkiej akcji i "tego czegoś" co wywoła u mnie dreszcze podczas lektury. Bez nich... szału nie ma.

Podsumowując: Powieść ta ma niewiele ponad dwieście stron a wymęczyła mnie gorzej niż niejedna cegła. Pomysł sam w sobie ciekawy, ale książka napisana jest w tak nużący sposób, że tylko odliczałam strony do końca rozdziału, aby móc przerwać i zająć się czymś innym. Zdecydowanie brakuje jej tego magicznego pierwiastka, który przeniósłby mnie do świata bohatera i kazał zapomnieć o moim.

Ocena liczbowa:
 4/10

Ocena słowna: 
Nie warto marnować czasu (chyba, że bardzo chcesz)



7 komentarzy:

  1. No niestety czasem pomysł może być super, a kiedy sięgamy po książkę, wykonanie nas nie przekonuje. Widziałam film o tym samym tytule - wspaniałe kino :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Film owszem widziałam i to naprawę wiele razy i robi wrażenie. Pierwszy film, który wzbudził we mnie niepokój, że tak naprawdę mogłoby być. Byłam wtedy mała jak myślałam o tym w taki sposób. Po książkę raczej nie sięgnę, chociaż bardzo bym chciała, jednak nie mam czasu na tak złe lektury. Odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam ekranizację i bardzo chciałam przeczytać książkę, ale widzę, że jednak nie warto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama obejrzałam najpierw ekranizację, ale po lekturę nie będę sięgać, bo widzę że tylko się rozczaruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może gdybyś nie widziała wcześniej filmu - książka bardziej by Cię zaskoczyła :) Na pewno ekranizacja odbiega od lektury, jest bardziej dynamiczna i chyba bardziej optymistyczna. Powieść natomiast jest mroczniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie został wykorzystany potencjał tej książki. Ja niestety spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam film, ale nawet nie wiedziałam, że jest też książka. Widać niewiele straciłam :) Z tego co pamiętam film mi się podobał, choć czasami pewne kwestie były upraszczane i rozpatrywane w kategorii czerń-biel. Choćby scena, gdy złapał wampirzycę - inny wampir rzucił się by go zabić, z całą pewnością. Oczywiście, że nie mógł chcieć chronić dziewczyny... Wiem, później zostało to rozwinięte, ale jakoś zirytowało mnie to, gdy główny bohater tworzył opis wydarzeń, zwłaszcza, że podejście było raczej naukowe.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń