Kami Garcia & Margaret Stohl - Istoty ciemności

Pogrzeb Macona odbył się niedługo po szesnastych urodzinach Leny. Obdarzeni ze wszystkich stron zjechali się do Gatlin. Jedynymi wyróżniającymi się gośćmi byli Ethan i Amma - śmiertelnicy, praktycznie nie związani z tym magicznym światem. Chłopak czuł się przybity. Nie dość, że nie rozumiał większości symboli i obrzędów podczas tego wydarzenia, to jeszcze nie mógł dotrzeć do Leny. Już wcześnie trudno było się z nią porozumieć, ale teraz dosłownie zamknęła się w sobie. Nie chodziła do szkoły, nie rozmawiała już z nim telepatycznie, nie wychodziła z domu.  Ravenwood praktycznie nigdy nie był tak niedostępny.

Lena podczas swoich siedemnastych urodzin będzie musiała wybrać czy che zostać istotą ciemności czy światła. Każdy wybór zwiastuje śmierć połowy rodziny. Ethan rozumiał, że to dla niej trudny czas, zwłaszcza, kiedy utraciła najbardziej wspierającego ją członka rodziny. Jednak im bardziej zamykała się w kokonie samotności i mrocznej poezji, tym więcej nabierała cech istoty ciemności. Można by przymknąć na to oko i usprawiedliwić tę sytuację żałobą. Stało się jednak jeszcze coś, co dodatkowo utwierdziło Ethana, że dzieje się nie najlepiej. W Gatlin znowu kręci się Ridley... a z nią tajemniczy chłopak na motorze. Aby odzyskać Lenę, Ethan musi dowiedzieć się więcej o świecie obdarzonych. Udaje się wiec do jedynego miejsca, gdzie może coś odnaleźć - do Biblioteki Obdarzonych. 

Jakie tajemnice skrywają podziemne tunele i jak głęboko sięgają? Kim jest tajemniczy chłopak w czerni i czego chce od Leny? Czy Lena wybierze światło... a może jednak ciemność? Odpowiedzi przyjdą niebawem, siedemnasty księżyc się zbliża... 

Pierwsza część "Kronik obdarzonych" była dla mnie sporą niespodzianką. Nie sądziłam, że z samych schematów można zrobić na prawdę wciągającą i wzruszającą historię, po której wypatruje się kolejnego tomu na półkach księgarni jak lew ofiary. Ja niestety nie byłam wstanie dorwać "Istot ciemności" szybciej niż miesiąc temu, dlatego mój zapał nieco przycichł i podeszłam do książki na spokojnie. Czy druga część historii Ethana dorównuje pierwszej? Jak to zazwyczaj to bywa - nie... ale było blisko. 

Zacznijmy od pozytywnych stron książki. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to płynny styl autorek, który potrafi na prawdę zahipnotyzować. Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Znów poczułam ten specyficzny klimat Gatlin. Dokładne, ale nie przesadnie  szczegółowe opisy sprawiały, że czułam się jakbym to ja stała wśród żałobników na cmentarzu. Czytając powieść tych oto pań nie tylko się widzi... można też usłyszeć i poczuć świat bohaterów, a to pomaga budować atmosferę tajemniczości. Tajemnic w Gatlin nie brakuje ;) 

Coś, co pomogło mi powrócić do historii Ethana były krótkie przypomnienia wydarzeń mających miejsce z poprzedniej części. Nie było to jednak streszczenie całego tomu, a niedługie wzmianki. Denerwuje mnie, gdy autor przytacza właściwie cała historię z poprzedniej książki. Zastanawiam się, po co w takim razie ją czytałam... 

Powieść ma wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jednak mimo to, cała fabuła jest raczej przewidywalna. Jest też trochę naciągana... troszeczkę. Ale teraz mówimy o pozytywach :D Jak wspominała wcześniej, książka bardzo wciąga. Trudno też się od niej oderwać głównie z tego powodu, że bardzo dużo się dzieje właściwie w każdym rozdziale. Chciałam jak najszybciej przewrócić stronę i dowiedzieć się co było dalej. Powoli dostaje się odpowiedzi na pytania o matce Ethana, przeszłości Gatlin, świecie obdarzonych i sił, które nim rządzą.  Mimo to, wciąż zostaje wiele niewiadomych, co zachęca do sięgnięcia po kolejną część.

Jeszcze jedna rzecz, która zasługuje na pochwałę, to nie pomijanie postaci drugoplanowych. Czy to przyjaciel Ethana Link, czy jego ciotki, Amma, ojciec... o każdym coś wiemy, a pojawianie się ich co jakiś czas nie irytuje i nie spowalnia akcji. Często w książkach bohater ma przyjaciół na początku, gdy przedstawiana jest jego sytuacja, ale potem już o nich zapominamy. Tutaj autorki dopieściły każdą postać. 

Przejdźmy jednak do mniej przyjemnych aspektów. Pierwszy zgrzyt, jaki miał miejsce, to zachowanie Leny. Owszem, ja też bym przeżyła śmierć bliskiej osoby. Ale Lena coraz bardziej przypominała mi Emo z forum dla osób tnących sobie żyły. Na dodatek, gdy Ethan chciał jej pomóc, ona mówiła, że nie da rady, że jej nie rozumie, że to jest dla niego zbyt skomplikowane. Sytuacja ta była o tyle irytująca, że ona nawet nie dawała mu szansy zrozumieć. Nic nie mówiła. Większość bohaterów, którzy coś wiedzieli, traktowali Ethana jak idiotę, który na pewno nie zrozumie. Bardzo dobrze, że z tego grona w "Istotach ciemności" wyszła Amma. Rozumiem, że Lena bała się o to, że skrzywdzi Ethana, a świat w którym żyje jest dla niego niebezpieczny, ale teksty typu: "Musisz odejść bo cię kocham." działają na mnie już toksycznie. 

Książka czasami, robiła się strasznie patetyczna. Przyznam nawet, że miewałam myśli, iż najlepiej by było, gdyby Ethan już dał sobie spokój z Leną... Okrutne, ale jakże prawdziwe :/

Jeszcze jeden problem to zbyt długie budowanie napięcia. Czasami autorki trzymały tak długo w niepewności, że zaczęłam się zwyczajnie nudzić. Bywały też momenty, w których w ogóle traciłam orientację. Bohaterowie muszą dojść do punktu A. Idą i jest informacja, że już dotarli. Kilka stron później idą dalej i okazało się, że dotarli teraz. Ale co tam...  jeszcze kilka stron później okazało się że dotarli DOPIERO w tym momencie... Czułam się kompletnie zakręcona, a im bliżej końca, tym mniej jasna była sytuacja. 

A skoro już mowa o zakończeniu. Nie było  ono specjalnie zaskakujące. Miałam wręcz wrażenie, że to powtórka z rozrywki. Choć w innym miejscu, czasie i przy innych warunkach, zakończenie było właściwe kalką tego z "Pięknych istot". Z jednej strony jestem niezadowolona. Z drugiej strony, to właściwe najlepsze co autorki mogły zrobić, żeby zachęcić do dalszego czytania. (Mam nadzieję, że historia nie zacznie się przeciągać. Niczego tak bardzo nie nienawidzę, jak wydłużanie serii na siłę.) Jedyne co mi pozostaje, to mieć nadzieję, że trzeci tom nie będzie kopią drugiego ;) Bo to niestety oznaczałoby tendencję spadkową. 

Podsumowując: "Istoty ciemności" to jak najbardziej udana kontynuacja "Pięknych istot". Niestety nie dorównuje ona swojej poprzedniczce, ale nadal stanowi bardzo interesującą propozycję czytelniczą :) Zachwycił mnie klimat i wartka akcja, a zawiodły patetyczne  dialogi i zakończenie, które zostało niemal przekalkowane z poprzedniego tomu. Osoby mające już za sobą pierwszą część "Kronik obdarzonych" zapewne sięgną po kontynuację. Tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z Gatlin i jego tajemnicami, serdecznie polecam. Nie pożałujecie :) 
                             
Moja ocena 7/10

2 komentarze:

  1. Rzadko już czytam tego typu powieści, więc raczej odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polubiłam Gatlin i jego mieszkańców dlatego drugi tom leży na półce. Piękne okładki ma ten cykl:) Lubię Lenę i Ethana, ale jeśli ona ma się tak zachowywać hmmm... Nadzieja w istotach Chaosu :) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń