Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie

Gdybyście otrzymali od obcego człowieka propozycję, abyście zostawili wszystko co macie i poświęcili się pracy, którą on Wam proponuje? Głupota prawda? Zwłaszcza, gdybyście dopiero co wyszli z więzienia i pierwszą rzeczą, jaką chcielibyście zrobić to zobaczyć się z żoną, którą nie wiedzieliście od trzech lat. Odpowiedź byłaby jasna: nie. Po co mieszać się w szemrane interesy, skoro dopiero co odsiedziało się swoje. 

Jednak, czy sprawa uległaby zmianie, gdyby okazało się, że tak na prawdę nie macie do czego wracać? Żona nie żyje, na dodatek miała romans z Waszym przyjacielem. Nie macie pracy ani pieniędzy. Wtedy propozycja tajemniczego jegomościa nie wydaje się już szaleństwem, a wybawieniem. W taki właśnie sposób zaczęła się długa podróż mężczyzny zwanego Cieniem po Ameryce. Poznaje on świat, o którym do tej pory nie miał pojęcia, a raczej o którym sądził, że nie istnieje. 

Czy bycie chłopcem na posyłki przedwiecznych bogów w kraju, który nie sprzyja bóstwom, będzie trudnym zadaniem? Dlaczego tajemniczy Pan Wednesday, pracodawca Cienia, chce zgromadzić wszystkich pradawnych bogów razem? I czym jest zbliżająca się burza, o której oni mówią? Cień pewny jest tylko jednego - jego życie już nigdy nie będzie takie samo, a czeka go jeszcze długa droga. 

Jeśli ktoś dobrze mnie zna, to wie, że uwielbiam twórczość Gaimana. "Koralina", "Gwiezdny pył" czy "Nigdziebądź" są książkami, które dobrze wspominam i na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę. Trochę bałam się, czy ta fala zachwytów nie rozbije się o "Amerykańskich bogów". Jak się jednak okazało, moje lęki były bezpodstawne. Powieść ta wciągnęła mnie, jak jeszcze żadna inna tego autora. Dlaczego? 

Na początek ostrzeżenie. Twórczość Gaimana można porównać do filmów Burtona. Autor tworzy osobliwe, mroczne światy, które nie każdemu przypadną do gustu i które po prostu nie każdy "czuje". Do dziwactw w tej skali trzeba się przyzwyczaić. Ja miałam to szczęście, że po jego książki sięgałam w kolejności, jaką podałam powyżej i z biegiem lat wsiąkłam coraz bardziej, aż dziś nie jestem w stanie opuścić Gaimanlandu.

Jednak o tyle, jak "Koralina" czy "Gwiezdny pył" nadają się dla dzieci i młodzieży, tak "Amerykańscy bogowie" to już literatura dla starszego odbiorcy. Powieść jest baśniowa, nawiązuje do wielu mitologii i legend, jednak jest zdecydowanie poważniejsza niż inne dzieła autora. Tu już nawet nie chodzi o sceny erotyczne czy przekleństwa. Po prostu "Amerykańscy bogowie" to książka, która wymaga pewnej dojrzałości. Trzeba zatopić się w historię, aby poznać jej smak. A z tą na początku są pewne problemy.

Pierwsze rozdziały książki są co najmniej dezorientujące. Czytelnik nie wie nic o Cieniu, bogach ani Wednesday'u. Fabuła toczy się swoim rytmem, a autor nie udziela żadnych wskazówek. To lubię w książkach Gaimana. Trzeba się samemu połapać. Jest się równie niedoinformowany co główny bohater, przez co ciekawość zżerała mnie już w pierwszych rozdziałach. Efekt ten potęgowała ogromna różnorodność bohaterów, z której każdy miał swoje tajemnice i zwyczaje. Postacie w "Amerykańskich bogach" nie były atrapami wyciętymi z kartonu. Po skończeniu książki tęskniłam za wszystkimi i każdą z osobna (nawet za czarnymi charakterami). 

Odpowiedzi na gromadzące się pytania dostaje się dopiero na sam koniec. Czytając ostatni rozdział nie mogłam wręcz usiedzieć na miejscu. Wszystkie elementy układanki, które wydawały się być z zupełnie innych pudełek, ułożyły się w jedną całość. Nawet teraz, pisząc recenzję odkrywam nowe smaczki, które umknęły mi podczas lektury. 

Jedynym minusem, który trochę raził, to brak wyodrębnienia myśli głównego bohatera. Narracja jest trzecioosobowa, więc wypadałoby oddzielić jakoś myśli Cienia od opowieści narratora. W ciągu całej powieści zlewały się one w całość, co trochę wybijało z rytmu. 

Podsumowując: "Amerykańscy bogowie" nie jest książką dla każdego. Jeśli jednak lubicie osobliwe historie, mroczne światy, tajemnice i mitologie wszelakiego rodzaju, to polecam. Nie znajdziecie książki tak magicznej, a jednocześnie tak bliskiej człowiekowi, jak ta powieść Gaimana. Uprzedzam jednak, jest to pozycja dla dojrzałego odbiorcy.

Moja ocena 9/10
  

8 komentarzy:

  1. Na pewno nie przeczytam tej książki, gdyż nie trawię twórczości pana Gaimana. Kompletnie nie leży mi jego styl pisania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gaiman zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji. Intryguje mnie od dawna, ale a to w bibliotece właśnie jest wypożyczony albo o nim zapominam. Na początek planuję poznać "Koralinę" - jeśli mi się spodoba, to sięgnę po kolejne tomy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam jeszcze twórczosci tego autora, ale akurat recenzowana przez Ciebie ksiażkę mam okazje przeczytac, ponieważ w każdej chwili moge pożyczyć sobie ja od mojego brata.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie osobliwe klimaty, więc myślę, że to będzie książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam prozę Gaimana, tej książki jeszcze nie czytałam, ale to kwestia czasu :-)
    Mocno zakręcona była powieść Chłopaki Anansiego, też powinna ci przypaść do gustu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję, to książka ta jest kontynuacją "Amerykańskich bogów" tak więc na pewno znajdzie się w mojej Gaimanowskiej kolekcji ;)

      Usuń
    2. Ach, ja też czaję się na "Chłopaków Anansiego"! *_* Oczywiście po "Amerykańskich bogach", którzy mnie nie tylko zaskoczyli, ale niewyobrażalnie zachwycili! Mam słabość do książek z różnoraką mitologią, a naprawdę trudno trafić na cokolwiek dobrego. Książka Gaimana to strzał w dziesiątkę. ;) Chociaż muszę przyznać, że nie wpadłam na to, aby porównać jego twórczosć do Burtona. :D

      Usuń
    3. Tak, myślę, że panowie by się dogadali ;)

      Usuń