Gena Showalter - Alicja w Krainie Zombi

Alicja miała urodziny. Ten wyjątkowy dzień zazwyczaj umykał uwadze jej rodziców. Widzący potwory ojciec pewnie leżał pijany w pokoju i zbierał siły, aby wieczorem "bronić rodziny", a matka robiła wszystko, aby nie wchodzić mu w drogę. To był zwykły dzień dla jej rodziców, ale nie dla Emmy. Młodsza siostra Alicji miała tego dnia występ. Brała udział w zajęciach z baletu i to przedstawienie wiele dla niej znaczyło. W końcu mogła pokazać się przed publicznością. Ich ojciec jednak kategorycznie zakazywał dziewczynkom i ich matce wychodzić z domu po zmroku, właśnie przez potwory, które tylko on widział, i które, podobno, stanowiły poważne zagrożenie.

Alicja i Emma nic nie mogły na to poradzić. Umknęło im przez szaleństwo ojca wiele imprez, nocowań i innych wydarzeń, które wymagały opuszczenia domu, gdy słońce znajdowało się za horyzontem. Alicja jednak chciała, aby ten dzień był inny. Wykorzystała swój urodzinowy immunitet i udało jej się nakłonić rodziców, alby pozwolili jej zobaczyć występ siostry. 

Wszystko zapowiadało się dobrze. Emma była świetna, przedstawienie ciekawe. Na dodatek Alicja mogła pobyć poza domem po godzinie policyjnej. Wszystko popsuł atak paniki jej ojca, gdy przejeżdżali blisko cmentarza, wracając do domu. Wypadek odmienił życie Dziewczyny. Samochód zmienił się w złom. A jedyną osobą, która przeżyła była Alicja. Wypadek pozostawił po sobie jeszcze jeden ślad. Dziewczyna widziała Zombie. Żywe trupy  czające się w mroku. To oznaczało tylko jedno - jej ojciec miał rację, potwory istnieją. 

Jak walczyć z Zombie? Dlaczego pojawiają się tylko w niektóre wieczory? Co sprawiało, że nie widziała ich do tej pory? I czy jest więcej osób, które z nimi walczą? Alicja musi szybko znaleźć odpowiedzi na te pytania, po pierwsze, aby przeżyć. A po drugie, by zemścić się i odpłacić tym przebrzydłym trupom za śmierć rodziny. 

Nie ma wątpliwości, że książka ta była całkiem niedawno na ustach większości czytelników. Wiele recenzji pojawiło się do tej pory na temat "Alicji w Krainie Zombi" i większość raczej pozytywnych. Co więc Maruda może więcej powiedzieć o wariacji na temat znanej każdemu "Alicji w Krainie Czarów"? I ile faktycznie Alicji było w Alicji? Tak piękna okładka nie może przecież kłamać, prawda? 

Otóż... może. Nie zrozumcie mnie proszę źle, okładka sama w sobie jest piękna, przyciąga oko no i skłoniła mnie ostatecznie do kupna tej pozycji. Ale zapowiada zupełnie co innego niż ostatecznie się otrzymuje. Przyjrzyjmy się. Dziewczyna z blond włosami i w niebieskiej sukience. To odpowiada wyglądowi głównej bohaterki, to się zgadza. Interesuje mnie wszystko dookoła. Symbole z talii kart, mroczna sceneria... tego już w książce nie ma. Wielkie było moje rozczarowanie, kiedy sięgnęłam po książkę, sądząc, że dostanę mroczną, pełną trzymających w napięciu scen wersję "Alicji w Karinie Czarów", a otrzymałam... romans, który wykorzystuje zaledwie 10% potencjału dzieła, na którym jest wzorowany (a są to imię głównej bohaterki i od czasu do czasu chmury w kształcie królika). Brak dziury, brak gąsienicy, brak kart, róż i Królowej Kier. Jeśli chcecie  sięgnąć po tę książkę (jeżeli jeszcze jakimś cudem Wam ona umknęła),  ze względy na podobieństwo do prawdziwej Alicji, to radzę się zastanowić. 

Nie chcę jednak, abyście myśleli, ze "Alicja w Krainie Zombi" to kompletna klapa. Co to, to nie. Gdy moje rozczarowanie powoli ustępowało, postarałam się podejść do reszty powieści na spokojnie i skupić się na jej wadach i zaletach pomijając moje poprzednie oczekiwania. Pierwsze co zauważyłam to lekki styl autorki i młodzieżową mowę, która trzymała poziom. Nie była wulgarna, nie nadużywano slangu, ale czytało się szybko i przyjemnie. Jest to zdecydowanie dobra pozycja na letniego lenia. Dialogi bohaterów (przynajmniej w większości) nie są przegadane ani błahe. Nie ma w książce patosu. 

Alicja od początku przypadła mi do gustu. Dziewczyna ma gadane i nie da sobie w kasze dmuchać. Nie jest też zarozumiała ani przesadnie odważna. Ma wady jak każdy z nas. Ale, zgadnijcie, co mogło to wszystko popsuć...? Co mogło zmienić Alicję z odważnej, twardej dziewczyny w miękką kluseczkę? Oczywiście, że wątek miłosny. 

Żyjemy w czasach, kiedy żadna nie wyszłaby za mężczyznę, którego prawie nie zna. Jakże więc wielką głupotą, jaką zrobiła autorka, było walnięcie czytelnikowi chamskiego wątku miłosnego prosto w twarz - jak ciasto z bitą śmietaną na wierzchu. Alicja wchodzi do nowej szkoły, widzi przystojniaka, który okazuje się być (oczywiście) przywódcą najniebezpieczniejszej grupki w okolicy i.... ma wizję jak razem się obściskują.... No w tym momencie miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Przepraszam, ale tan wątek miłosny był tak nachalny, bezsensowny i irytujący.... 

Chłopak, w którym zadurzyła się Alicja, nazywa się Cole i jak się okazuje (oczywiście) dowodzi małym oddziałem osób walczących z Zombi. Gdy dowiaduje się, że Alicja ma takie same zdolności, to myślicie, że powie jej, jak je wykorzystywać? Nie... po co? Alicja zadawała mu masę pytań, ten nie odpowiadał na żadne. Ale kiedy Cole chciał coś wiedzieć, Alicja wyśpiewywała mu wszystko jak na spowiedzi. Na dodatek ich "miłość" to typowy serialowy związek. Co chwilę się kłócili, a jedno zdanie, które mogło by podsumować te 500 stron miłosnych męczarni to "Musisz odejść, bo się kocham". Bez sensu i bez przyczyny... Wątek miłosny to absolutnie poważny minus tej książki.

Co więc było plusem? Otóż nietypowe podejście do Zombie. Na początku nie byłam pewna tego pomysłu, ale z biegiem czasu moje wątpliwości były rozwiewane... nie do końca, ale i tak zaczęłam w to powoli wierzyć. Zombi w tej książce, to duchy, które żerują na duszach osób żywych. Aby z nimi walczyć, należy opuścić ciało, by móc ich dotknąć i, analogicznie, zranić je. Cielesność bowiem nie ma wpływu na to co duchowe, dlatego zwykła broń nie robi na Zombi wrażenia. Widzę w tym pomyśle jednak wiele zgrzytów. W świecie, który stworzyła autorka, jest masę, nie tyle niedopowiedzeń, co sprzeczności. Czasami brakuje logiki, czasami dokładniejszego wyjaśnienia. Alicja dopytuje się o mało istotne szczegóły, kiedy tuż obok widnieje wielka dziura w fabule.... Ta wada książki wychodzi niejako na plus, gdyż jestem ciekawa, jak autorka rozwinie ten pomysł i czy rozwieje moje wątpliwości, które, koniec końców, burzą mi wizję Alicji, pogromczyni Zombie.

Co do fabuły... Ta czasami potrafiła mnie naprawdę zaskoczyć swoją pomysłowością. Autorka wymyślała momentami naprawdę  ciekawe rozwiązania sytuacji czy wykreowała interesującą postać. Ale udawało jej się to szybko popsuć idąc na łatwiznę we wszystkim innym i opierając się na schematach, pewnie po to, aby "Alicja w Krainie Zombi" schodziła jak świeże bułeczki. Bo przecież, czego pragną nastolatki, jak nie wątku miłosnego rodem z telenoweli, zemsty i odrobiny magii? Przykro mi Pani Showalter, ale to też może się przejeść.

Jeszcze jedno co mnie trochę zaskoczyło, to dziwaczne rozłożenie tekstu na kartce. No bez przesady, teks właściwie znajduje się ponad dwa centymetry od brzegów kartki, przez co wygląda jak czarna plama na białym tle. Przecierałam oczy żeby sprawdzić, czy faktycznie wydawnictwo tak marnuje papier, czy może jak mam problemy ze wzrokiem. Gdyby rozłożyć go jak trzeba, książka nie miałaby pięciuset stron, tylko około trzystu. Na prawdę nie wiem, skąd wzięła się ta moda, aby jak najbardziej zwiększyć ilość kartek w książkach.
 
Podsumowując: "Alicja w Krainie Zombi" jest ciężką do oceny książką. Ma wiele pozytywnych cech, które zdecydowanie wyróżniają się na tle przeciętnych romansów dla młodzieży... ale też ma wiele negatywów, które niszczą obraz całości. Bilans wychodzi więc pół na pół. Po kontynuację na pewno sięgnę. Jednak nie mam pojęcia, czego spodziewać się po "Alicji i lustrze Zombi". Jak już wspominałam, autorka ma potencjał, ale nadal brakuje jej konsekwencji w tym co robi. Mam nadzieję, że kolejne tomy "Kronik białego królika" pokażą, że szansa dana Pani Showalter nie była błędem. Polecam raczej nastolatkom, jako rozpoczęcie przygód z literaturą. Osoby oczekujące czegoś więcej, które mają dość schematyczności, będą mocno rozczarowane.

Moja ocena 6/10

(Tej jeden dodatkowy punkt za tę obłędną, aczkolwiek wprowadzającą w błąd, okładkę)

8 komentarzy:

  1. Okładka jest faktycznie intrygująca, ale biorąc sobie do serca Twoje uwagi raczej nie sięgnę po tę książkę. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja autorkę po prostu bardzo lubię za serię o Mrocznych Łowcach i może dlatego pierwszy tom mnie nieco zawiódł. Straszna sytuacja i rzeczywiście wątek miłosny wzięty do tego znikąd i to w niezwykle schematyczny sposób. Polecam Ci jej inne książki jak "Mroczny szept".

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zwróciłam uwagi na rozłożenie tekstu, ale zaraz zerknę, czy masz rację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mam tą część i czeka na swoją kolej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem co mam myśleć o tej książce... Okładka naprawdę cudowna... Jednak spodziewałam się czegoś innego. pomyślę jeszcze nad nią ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od pewnego czasu jestem ciekawa tej serii i myślę, że się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Popieram, potencjał jest wielki, chociaż jak dla mnie seria jest bardzo miłym umilaczem czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka mnie zaintrygowała i ten tytuł, mam na czytniku więc w najbliższym czasie przeczytam. Ciekawa jestem czy będę miała podobne wrażenia do Twoich :)

    OdpowiedzUsuń