David Moody - Wściekła krew

Nikt nie wiedział, dlaczego stało się to, co się stało. Nienawiść w szybkim tempie rozprzestrzeniła się na całym świecie. Nie minęło dużo czasu, aby ludzkość podzieliła się na dwa fronty: Wściekłych i Zwykłych.

Władza i wojsko starały się tłumić wybuchy paniki i uporządkować sytuację. Dzięki temu, że Zwykli mieli przewagę liczebną, osiedlili się w centrach miast. Byli zorganizowani, dysponowali bronią i resztkami zapasów żywności. Ale to nie wystarczyło, aby czuć się bezpiecznie. Rodziny zostały rozdzielone, każdy mógł okazać się kolejnym Wściekłym: dziecko, staruszek, inwalida, przedszkolanka, kochany ojciec. Przyszłość była jedną wielką niewiadomą.

Wściekłych było dwa razy mniej niż Zwykłych. Rozproszyli się na otwartych przestrzeniach, schronienia szukali w gruzowiskach, opuszczonych fabrykach i zakładach. Lecz w przeciwieństwie do Zwykłych, Wściekli byli zdeterminowani, pewni siebie i gotowi zabić każdego przedstawiciela przeciwnego frontu, nawet za cenę własnego życia. Czuli przymus zniszczenia wroga, przyniesienia mu jak największego cierpienia. Zwykli to wykorzystywali.

Wymyślali rozmaite pułapki, aby obrócić niepohamowany instynkt Wściekłych przeciwko nim. Pewnego dnia, konwój ciężarówek  wjechał na tereny opanowane przez Wściekłych, aby uratować uwięzionych w starym budynku Zwykłych. Reakcja znajdujących się tam ludzi była taka, jak przewidzieli. Rzucili się na Zwykłych jak drapieżnik na ofiarę. Wszędzie słychać strzały i wrzaski. Z tej krwawej rzezi przeżyło niewielu Wściekłych. Jednym z nich był Danny McCoyne, który w przeciwieństwie do pozostałych Wściekłych, miał inny cel niż mordowanie.
 
Obiecał sobie, że odnajdzie swoją małą córeczkę. Ona również była Wściekłą, ale jej matka zabrała ją razem z dwoma synami i uciekła do centrum miasta z resztą Zwykłych. Danny bał się, że zrobią jej krzywdę, będą na niej testować, może nawet zabiją jak psa. Najgorsza z tego wszystkiego była niepewność. 

Danny nie miał planu ani broni. Jedyne czym dysponował to nogi i samozaparcie. Czy to wystarczy, aby udało mu się przekroczyć granicę? Czu odnajdzie córeczkę zanim stanie jej się krzywda? Jeśli w ogóle jeszcze żyje... Czy miłość ojca do córki będzie w stanie pohamować Nienawiść? 

"Wścieła krew" jest drugą częścią "Amoku" - książki... niecodziennej. Bardzo brutalnej, ale też wciągającej i intrygującej. Czy kontynuacja zasługuje na podobną opinię? Jak to zazwyczaj bywa... niezupełnie. "Wściekła krew" jest dobrą książką, ale nic ponad to. Dlaczego?

Po pierwsze, akcja wolno się rozwija. Długo czekałam, aż Danny zacznie działać bardziej zdecydowanie. Nie pomagał w tym ciężki styl autora. Jak już wyżej wspomniałam, obie części są brutalne i bardzo poważne, trochę przytłaczające. Nie ma w niej patosu... to nie ten rodzaj powagi. Czytając tę książkę ma się wrażenie, jakby siedziało się w kostnicy o północy i na dodatek jedyna żarówka nad głową właśnie zaczęła dogorywać. Zero miejsca na żarty czy uśmiechy.
 
Mam pewien dylemat. Z jednej strony Danny po przemianie podobał mi się bardziej. Był prawdziwym człowiekiem z instynktem samozachowawczym, a nie niepowstrzymanym geniuszem, który potrafi zrobić z igły widły jak MacGyver. Z drugiej strony, miałam wrażenie, że czytam książkę o zupełnie kimś innym. Rozumiem - Nienawiść zupełnie go odmieniła. Niestety nieco przeszkadzało mi to w odbiorze, bo przez to i narracja się zmieniła. To właśnie Danny jest narratorem w powieści i kiedy zaczynał regularnie używać pewnych przekleństw, albo zwrotów, których nie wykorzystywał jako zwykły szary obywatel w poprzedniej części... po prostu trudno mi było się przestawić. Jakby znudzony życiem dorosły facet cofnął się z powrotem do okresu buntu. Dodam jeszcze, że narrator posługuje się czasem teraźniejszym. Jakoś ciężko idą mi książki pisane w ten sposób.

Druga połowa powieści była już bardziej  wciągająca. Pojawiało się coraz więcej odpowiedzi, zaczęłam stopniowo czuć i rozumieć tę, wręcz apokaliptyczną, wizję. Pojawiło się też więcej bohaterów i zwrotów akcji. Aby wbić się w rytm autora, trzeba przysiąść i przebrnąć przez kilka nieciekawych momentów, bo końcówka na prawdę na to zasługuje. Jest ona... niejednoznaczna. Brak wyraźnego końca. Pozostaje niedosyt, smutek... ale nie rozczarowanie. Autor udowadnia, że dobra książka nie musi kończyć się happy endem. Z tego co znalazłam w internecie, to autor napisał już trzecią część. Jeśli ukaże się ona na polskim rynku, to na pewno przeczytam. Jeśli nie... powiedzmy, iż zakończenie drugiej części jest na tyle uniwersalne, że mogłabym skończyć lekturę już teraz.

Mimo swojej brutalności, książka zawiera wiele prawd życiowych m.in. wagę miłości rodzica do dziecka, że w obliczu wojny wartość jednostki jest znikoma, oraz to, że mając odpowiedni powód, jest się w stanie pokonać wiele przeciwności losu. Prócz tego, autor udowadnia, że Wściekły czy Zwykły, każdy człowiek ma w sobie potwora. Nieraz Zwykli okazywali się być nawet gorsi od Wściekłych. Udowadnia to, że niezależnie do jakiej grupy przynależysz, o tobie świadczą twoje czyny, a nie nazwa teamu, do którego przynależysz.

Podsumowując: "Wściekła krew" to książka dobra, której trochę brakuje do poprzedniczki. Na pewno jest to thriller wyróżniający się na tle pozostałych. Ma ciekawy pomysł na fabułę, bohatera z krwi i kości, który musi odnaleźć się w sytuacji, a nie wszechmocnego superbohatera. Jednak sporo traci przez przytłaczający stul autora, wolno rozwijającą się akcję i drażniąca mnie narrację w czasie teraźniejszym. Polecam miłośnikom gatunku, którym nie straszne opisy brutalnych morderstw, gnijących ludzkich ciał porozrzucanych w przeróżnych miejscach i ogólna przytłaczająca atmosfera, oraz osobom które mają już za sobą "Amok". Czytelnikom o słabych nerwach, szczególnie w tak pogodne dni, szczerze odradzam. 

                                                                   Moja ocena 6/10
  
  

3 komentarze:

  1. W tym momencie jakoś nie ciekawi mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo ciekawie, może sama się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń