Paul Clave - Godzina śmierci

Niesłuszne oskarżenie jest czymś na prawdę nieprzyjemnym. Zwłaszcza wtedy, gdy stara się powstrzymać prawdziwego winowajcę. O tym, jak w jeden wieczór z bohatera stać się mordercą, przekonał się Charlie Feldman.

Charlie obudził się w ubraniu zbroczonym krwią i wielkim guzem na czole. Dwie kobiety, które udało mu się uratować poprzedniego wieczoru przed mordercą, leżą teraz martwe w sypialni. Wyjaśnienie jest jedno. Cyris ich znalazł. Zemścił się za to, że Charlie nie pozwolił mu dokończyć roboty. Mordercy nikt nie widział, więc kto uwierzy poobijanemu, zakrwawionemu facetowi, w którego mieszkaniu znajdują się dwa trupy, że został w to wszystko wrobiony? Jak udowodnić światu, że Charlie jest niewinny?

Mężczyzna pojechał od razu do Jo - jego żony. Kobieta nalegała, aby zadzwonił na policję póki nie jest za późno. Charlie miał jednak inne plany. Cyris, nie był tak głupi aby zostawić jakiekolwiek ślady. Niewinnego mężczyznę zamknięto by więc chociażby za to, że nie znaleziono by nikogo innego, kto brał udział w morderstwie. Brak świadków i dowodów stawiały sprawę jasno: winny jest Charlie. Mężczyzna ledwo kontrolując gniew i roztrzęsienie starał się to wytłumaczyć Jo. Policja tylko pogorszyłaby sprawę. Musi na własną rękę odnaleźć mordercę i postawić go przed sądem. A Jo miałaby mu w tym pomóc, w końcu jest teraz jedyną osobą, której ufa. Kobieta nie była jednak przekonana. Bo przecież kto normalny szukałby niebezpiecznego mordercy na własną rękę? 

Czy Charlie jest niewinny? Czy może Cyris jest jedynie wytworem jego wyobraźni?
"Godzinę śmierci" znalazłam w koszu z "resztkami" po 10 zł w Mediamarktcie. Tytuł jest trochę tandetny, a sam fakt, że pozycję tę znalazłam mocno przecenioną, powinien mi dać do myślenia. Opis na okładce był jednak kuszący i tajemniczy, więc, nie zastanawiając się długo, powędrowałam z książką do kasy. Czy warto było dać szansę "Godzinie śmierci"? Powiem tak: zmarnowałam czas i pieniądze.

Dlaczego było aż tak źle? Po pierwsze, fabuła jest strasznie chaotyczna. Rozpoczynając lekturę tej książki miałam wrażenie, że coś mnie ominęło. Jakbym zaczęła oglądać film dopiero po 10 minutach. Na dodatek im dłużej czytałam tym bardziej miałam wrażenie, że autor wymyśla kolejne rozdziały na poczekaniu, bez zamysły. Co mu akurat przyszło do głowy to napisał.

Niezaprzeczalnym plusem dla książki są niespodziewane zwroty akcji. "Godzina śmierci" ma zwroty akcji tak niespodziewane, że wręcz absurdalne, albo przewidywalne do bólu. Historia bohaterów, wątki poboczne to tylko przerywniki do powtarzających się cyklicznie starć z Cyrisem. Charlie znowu daje się głupio podejść i cudem udaje mu się uciec. w międzyczasie oberwie trochę w głowę ze szpadla czy innej ciężkiej, twardej rzeczy. Przeciętny człowiek już dawno by zmarł ale nie jest to jedyna rzecz, w której autora poniosło.

Styl, żeby nie powiedzieć straszny, jest strasznie niedopracowany. Większość rozdziałów to po prostu lanie wody o czym popadnie. Dialogi bohaterów przypominają natomiast kłótnię z idiotą. Postacie rozmawiają w kółko o tym samym, powtarzają się. Gdy Charlie nie zgadza się z Jo ich rozmowa wygląda z grubsza w ten sposób: 
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie
Jestem przekonana, że lepszą książkę, zarówno pod względem stylu jak i fabuły napisałby przeciętny gimnazjalista.

Sami bohaterowie są strasznie irytujący. Charlie ledwo co uszedł z życiem z ostatniego starcia z mordercą i za chwilę pakuje się w kolejne. Niczego się nie uczy. Nie dba o to, że sprowadza niebezpieczeństwo na siebie i na Jo, tylko musi udowodnić Cyrisowi, że jest sprytniejszy. Jo natomiast, gdy pojawiła się po praz pierwszy, miałam wrażenie, że jest byłą dziewczyną Charliego, albo starą przyjaciółką. Po jej postawie w życiu nie doszłabym do tego, że jest jego żoną. Nie martwiła się, że mąż wrócił pobity, że nie wrócił na noc, że jest roztrzęsiony. Rozmawiała z nim tak, jakby był obłąkany, jakby miała do niego pretensje, że prosi ją o pomoc.

Śledczym, który szuka Charliego jest detektyw Landry. Umiera na raka i ma to być jego ostatnia sprawa, więc chce po raz ostatni udowodnić jaki to z niego dobry glina. Ale zamiast SZUKAĆ mordercy i poszlak ciągle opisuje swoją chorobę, jakie to niesprawiedliwe i w ogóle. Gdy rozdział jest poświęcony tej postaci  brakuje tylko, aby włączyć jakąś smutną melodię graną na skrzypcach i patrzeć na deszcz.

Nie ukrywam, autor miał ciekawy pomysł na fabułę. Zawalił jednak wszystko co dało się zawalić: od bohaterów po klimat. Co ja gadam, klimatu praktycznie w ogóle nie było.   Na próżno szukać czegoś więcej w powieści, która wygląda, jakby została napisana w dwa dni.

Podsumowując: Wszystko w książce jest nie takie jak powinno. Brakuje klimatu, bez którego dobry thriller nie może się obejść. Wydarzeniom brak jakiegoś logicznego ciągu. Nie ma ani jednego bohatera, którego można by polubić. Fabuła sklecona na odwal się, sceny walki są niczym wyjęte z kreskówki: on mnie kowadłem to ja w niego fortepianem. Styl autora pozostawia wiele do życzenia. Brakuje wyraźnego początku i końca. To wszystko i jeszcze kilka innych uwag sprawia, że absolutnie odradzam sięgania po "Godzinę śmierci". Zmarnujecie czas. Sama czułam się mocno rozczarowana, bo sądziłam, że aż tak źle nie może być. Ta książka idealnie pokazuje, ze ciekawy pomysł to nie wszystko.

                                                                 Moja ocena 1/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz