Jacqueline Carey - Strzała Kusziela

Fedra od samego początku nie miała prostego życia.  Urodziła się ze szkarłatną plamką na lewym oku. Uznano ją za skazę, która stawia dziecko na przegranej pozycji. Jakby jeszcze tego było mało, imię Fedra, wśród ludów D'Angelinów, jako imieniem helleńskie było uznawane za przeklęte. Jej rodzice nie zrobili natomiast nic, co mogłoby poprawić jej sytuację. Byli kochankami z dwóch różnych Domów, a Fedra urodziła się, zanim wzięli ślub. Była pretekstem do zawarcia związku, którego jej dziadek nie akceptował. Jej rodzina nie kochała jej chyba w cale, skoro, gdy tylko nadarzyła się okazja, sprzedali ją do Domu Cereusa. Fedra bowiem, jako "niechciany bękart dziwki", na dodatek ze skazą na oku, nie mogła liczyć na to, że którykolwiek z Trzynastu Domów wychowa ją jako swoją adeptkę, a rodzice mieli poważne problemy finansowe. 

Fedra nie mogła się doczekać, aż ktoś wykupi jej markę. Panowała bowiem zasada, że osoby nie będące adeptami poszczególnych domów, muszą poczekać, aż ktoś wykupi sobie prawo do nich. Gdy to już się stanie, należy odwdzięczyć się swojemu Panu spłacając dług w taki czy inny sposób. A Fedra, od samego początku upatrzyła sobie rolę służebnicy Naamy, której zadaniem jest zaspokajanie pragnień ciała jej klientów, oczywiście za odpowiednią opłatą. Za uzbieraną w ten sposób sumę, jej ciało zostanie przyozdobione marką, świadcząca o niezależności. Aby jednak rozpocząć praktyki, musiałaby mieć Pana, który przyjąłby ją pod swój dach i wynajął nauczyciela, aby przekazać jej całą niezbędną wiedzę.

Gdy w końcu znalazł się ktoś, kto zechciał uwolnić Fedrę z murów Domu Cereusa, okazał się nim Anafiel Delaunay - średniozamożny poeta. Fedrze niezbyt podobał się ten obrót sprawy, jednak szybko okazało się, że jej nowy Pan nie jest zwykłym wierszokletą, za jakiego go brała. Okazał się na tyle spostrzegawczy, że szkarłatną plamkę zmienił w największy dar - strzałę Kusziela. Skaza okazała się niezwykłą umiejętnością odczuwania przyjemności w bólu i cierpieniu. Oznaczało to, że Fedra była warta więcej, niż do tej pory sądzono, zwłaszcza jako przyszła służebnica Naamy. 

Dziewczyna, razem z innym podopiecznym Anafiela - Alcuinem, pobiera w jego domu wszechstronne wykształcenie. Fedra, prócz sztuki przynoszenia przyjemności klientom, poznała kilka języków, wiele dzieł literatury D'Angelińskiej, a przede wszystkim nauczona została jak dostrzegać niewidoczne dla innych szczegóły. Jako szpieg Delaunay'a odwiedzała jedynie nielicznych klientów, którzy zabiegali o spotkanie z nią. Miała dowiedzieć się tego, czego jej pan nie był w stanie o pewnych osobistościach. Nie wiedziała jednak jak wiele sekretów skrywa Anafiel i jaką konkretnie rolę odgrywa w jego przedstawieniu. Kiedy w końcu dowiaduje się, że chodzi o spisek, który może wstrząsnąć posadami jej ojczyzny jest już za późno. Musi sama, z pomocą jej ochroniarza - brata Kasielity - dotrzeć do królowej i zapobiec wojnie, która odebrałaby jej wszystko co kocha. 

Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Jakie tajemnice skrywa przeszłość Delaunay'a i dlaczego zakazano czytać jego poezję we wszystkich Trzynastu Domach? I w końcu, czy osobom tak różnym jak Fedra i Joscelin (wspomniany wcześniej Kasjelita) uda się połączyć siły i ujawnić spisek nim będzie za późno?

"Strzałę Kusziela" znalazłam w Świecie książki, za śmieszną cenę 10 zł. Dlaczego śmieszną? Bo cegiełka ta ma prawie siedemset stron, a jej cena pierwotna sięgała czterdziestu pięciu złotych. Otrzymałam kompletnie co innego niż się spodziewałam. Jak spodobał mi się miszmasz fantastyki, intryg politycznych i prostytutki jako głównej bohaterki?

Możecie być zdziwieni, ale książka wypadła świetnie. Zaskoczyło mnie to, że tak dobra pozycja leży zawalona czytadłami klasy "Ż" na półce z przeceną. Czytanie tak grubej książki szło mi sprawniej niż tego mającego niespełna czterysta stron romansidła dla nasoletek. Dlaczego?

Od pierwszych stron czytelnik coraz bardziej wciągany jest do świata Fedry, aż w końcu nie jest w stanie się uwolnić. Autorka wręcz hipnotyzuje swoim płynnym stylem i lekkością. Czytanie długich opisów nie męczyło, a coraz lepiej tworzyło obraz w mojej głowie. Częstą barierą, która oddziela nie tylko mnie od książek z gatunku fantasy jest ciężar, poznawanie nowego świata przytłacza zamiast sprawiać przyjemność i wzbudzić fascynację. W "Strzale Kusziela" tego nie ma. Poznawanie obyczajów D'Angelinów, Skaldów, Cyganów, czy innych narodowości wymienionych w książce tworzyło niesamowite uczucie obecne przy czytaniu chociażby takich książek jak "Harry Potter" czy "Władca pierścieni". Czytelnikowi trudno rozstać się z tym niezwykłym światem wykreowanym przez autora i z bohaterami, o których za chwilę wspomnę. Jeśli boicie się sięgnięcie po siedmiuset stronicową książkę, to powiem szczerze, nie ma czego. W tym przypadku taka ilość stron jest pozytywem i będziecie dziękować, ze kolejne tomy mają takie same wymiary.

Czego jest to zasługą? Przede wszystkim dobrze przemyślanej fabuły i wartkiej akcji. Intryga i coraz to nowe przeszkody stające na drodze naszym bohaterom sprawiały, że czytanie nie przeciągało się w nieskończoność. Gdy była zmuszona odłożyć na chwilę lekturę, co chwilę wracałam myślami do książki. Czekałam tylko na odpowiedni moment, aby móc kontynuować historię.

Bohaterów... jest bardzo dużo. Otwierając książkę po raz pierwszy przeraziłam się takim zbiorem imion wypisanym na kilku pierwszych kartkach. Myślałam: "Jak ja to wszystko ogarnę?!". Nie musicie się bać. Porządek panujący w książce sprawi, że będziecie wiedzieć kto jest kim po całkiem niedługim czasie. Postacie mówią same za siebie. Autorka nie opisuje ich, w ten sposób, że od razu wiedziałam jaki kto ma charakter. Poznawałam ich powoli, obserwowałam jak się zmieniają. Żeby nie zalewać Was masą informacji w tej i tak już przydługiej recenzji opiszę tylko kilku głównych bohaterów. 

Zacznę od Fedry. Jak napisałam na początku, nie miała w życiu łatwo. Ale dzięki swojej upartości i niezwykłej sile udało jej się przetrwać więcej, niż niejeden D'Angelin byłby w stanie. Anafiel Delaunay był poetą, skrywającym wiele tajemnic. Prócz Fedry, wziął pod opiekę Alcuina - chłopaka, który darzył swojego Pana największym szacunkiem i był w stanie zrobić wszystko, aby spłacić swój dług. Wybrał ten sam sposób - ścieżkę sługi Naamy. Joscelin był strażnikiem Fedry, która jako anguisette miałą dość niebezpieczny zawód. Kasjelita szczerze gardził praktykami Fedry i innych sług Naamy, jednak zaprzysiągł chronić podopieczną Delaunay'a za wszelką cenę, a dla uczniów Kasjela słowo droższe jest od wszystkich bogactw. Ostatnim, istotnym dla rozwoju wydażeń bohaterem jest Hiacynt. To młody Cygan posiadający dar dromade czyli przewidywanie przeszłości. Przez znajomych został nazwany Księciem Podróżnych, gdyż jest synem księżniczki Anastazji - Cyganki wygnanej za mieszanie krwi, czego owocem był właśnie Hiacynt.

Książka porusza wiele istotnych tematów: przyjaźń, miłość, wierność, posłuszeństwo, uczciwość, solidarność, poświęcenie, przeznaczenie itd. Pokazuje, że wartość każdego z nas nie wyznacza tytuł, majętność czy wygląd, a czyny jakich się dopełniamy. Pokazuje, że od "niechcianego bękarta dziwki" zależeć może przyszłość całego państwa, więc nie należy nikogo skreślać na samym początku, jak uczynili to rodzice Fedry i opiekunowie w Domu Cereusa. Książka nie jest też jednolita. Nie ma tu tylko powagi, występują też elementy humorystyczne, które od czasu do czasu rozładowują napięcie.
Co jednak sprawia, że książka nie jest dla wszystkich? Cóż, dość często występujące, dosadnie i sugestywnie opisane sceny erotyczne sprawiają że absolutnie wykluczam tę książkę z listy lektur dla młodzieży. To raczej pozycja dla dorosłych odbiorców.

Podsumowując: Książka wypadła znakomicie. Fabuła została oparta na kompletnym przeciwieństwie chrześcijaństwa i intrygach politycznych, które wbrew moim oczekiwaniom potrafiły się zgrać i dać mi rozrywkę na kilkanaście ładnych godzin. W tej książce nie zawiodło mnie nic: ani bohaterowie, ani akcja, ani styl autorki. Wydawnictwo wykorzystało całą powierzchnię kartek, a nie, tak jak jest to ostatnio w modzie, książkę, która zmieściłaby się na trzystu stronach rozkłada się na ponad czterysta aby... no właśnie po co? (Jak dla mnie to bezcelowe marnowanie papieru.) Poleciłabym ją miłośnikom fantastyki, jak i dopiero rozpoczynającym z nią zabawę. Nie ma tu zbyt wiele elementów charakterystycznych dla tego gatunku, z wyjątkiem różnych tradycji i obrzędów ludów D'Angelinów, Skaldów czy Cyganów, które nadają książce ten charakterystyczny klimat i sprawiają, ze jest ona w miarę możliwości uniwersalna i nie przytłacza. Tak więc gorąco polecam, ale raczej starszym czytelnikom :)
  
Moja ocena 10/10
   

3 komentarze:

  1. Ależ mam ochotę przeczytać tę książkę - a widziałam, że jest grubiutka i gruba. Z ogromną chęcią, gdy tylko wpadnie w moje łapki, przeczytam ^^

    Pozdrawiam ^^
    http://swiat-w-dloniach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Należę (raczej) do starszych czytelników, tak więc książka jak najbardziej mi odpowiada!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Taka ocena zobowiązuje, a i recenzja szalenie kusi! Chętnie przeczytam i podejrzewam, że mój tata też :D

    OdpowiedzUsuń