Adrienne Barbeau - Wampiry Hollywoodu

Hollywood to bez dwóch zdań jedno z najbardziej rozpoznawalnych i najbogatszych miast na ziemi. Co myślicie o tym, że to pełne przepychu  i splendoru miejsce od samego początku budowały wampiry...?

Pierwszy w Hollywoodzie wampir - Ovsanna Moore - cieszy się tytułem Kasztelanki tegoż to miasta. Od stuleci dzierży władzę "mrocznej" strony tworząc nowe wampiry, kontrolując poczynania już mieszkających w Hollywoodzie krwiopijców i zajmując się oczywiście przemysłem filmowym. Panna Moore słynie w prasie jako królowa horroru - niezwykle oddana swojej pracy aktorka i reżyserka filmów grozy, posiadająca również własną wytwórnię, a co za tym idzie - mnóstwo pieniędzy. 

Przez setki lat harmonia, którą utworzyła Ovsanna pozostawała niezachwiana...aż do teraz. W ciągu dwóch tygodni giną trzy gwiazdy związane z filmem, będące jednocześnie bliskimi współpracownikami Kasztelanki. Każde morderstwo wygląda jakby było rytualne. Ovsanna obawia się, że w Hollywoodzie grasuje pogromca wampirów. Ma też problemy ze swoim wspólnikiem, którego niezbyt interesuje zacieśniający się w okół niej krąg podejrzeń, a dba tylko o swoje interesy. Na domiar złego w okół domu Ovsanny grasują nieustępliwi, wścibscy paparazzi. Kasztelanka nie może czekać, aż morderca dotrze do niej. Nie może też dopuścić, żeby istnienie wampirów wyszło na jaw. Ma więc wybór: albo sama odnajdzie pogromcę, albo będzie musiała odejść w środku kariery i zrzec się tytułu Kasztelanki. 

Z pomocą, chociaż niezupełnie świadomie w co się pakuje, przyszedł detektyw Peter King. O wampirach wiedział tyle, ile wiedzieć powinien przeciętny śmiertelnik - tylko to, co powiedziane zostało w filmach (które zostały nakręcone przecież przez same wampiry, nie ma więc to wiele wspólnego z prawdą).  Ovsanna i Peter podczas poszukiwania Kinowego Kosiarza napotykają się na wiele dziwnych poszlak, które wprowadziłyby w błąd nie tylko śmiertelnika... Jak Kinowy Kosiarz  dowiedział się o wampirach Hollywoodu? I dlaczego atakuje tylko twory Ovsanny? 

Znowu dłuższa przerwa... spowodowana była ona egzaminami. Ale skoro mam je już za sobą, to mogę pełną parą wziąć się za czytanie, a właściwie pisanie recenzji (w ciągu tych kilku tygodni uzbierał się stosik ksiąg przeczytanych, będących w  "czyśćcu", czyli w kolejce do recenzji). Dzisiaj na warsztat biorę "Wampiry Hollywoodu" które wydawały mi się raczej przeciętne a w rzeczywistości okazały się...

...nawet nawet  :) Zacznę od tego, że język książki jest potoczny. Powieść zawiera masę kolokwializmów i trochę przekleństw. Nie jest to zdecydowanie lektura na poważnie. Duża dawka humoru i lekki styl zapewnią kilka godzin rozrywki z uśmiechem na twarzy. Co jeszcze sprawia, że książka nie jest taka, jaka się wydaje? Przede wszystkim nie zamyka się w schematach. Otrzymałam świeżą historyjkę o wampirach. Oczywiście kilka momentów można przewidzieć, jednak nie jest to kwestia schematów właśnie, a fabuły.

Co podobało mi się w "Wampirach Hollywoodu" czego brakowało mi od dawna? Wampiry w końcu nie są miękkimi kluchami, tylko potworami jak się patrzy. Nie ma miłosnego pitu pitu przez pół książki czy biegania po lesie jak sarenka.  Ovsanna to twarda, pewna siebie i sprytna kobieta skrywająca wiele tajemnic, którą nie tak łatwo zepchnąć ze stołka. Twarda zawodniczka. Kilkaset lat praktyki. Pod pięknym, seksownym ciałem skrywa prawdziwą bestię, więc lepiej jej nie denerwować. Pomagający jej odnaleźć Kinowego Kosiarza Peter King też jest niczego sobie. Może nie jest najinteligentniejszym mężczyzną na ziemi, ale jest zdecydowanie dociekliwy, nieugięty i spostrzegawczy, czyli ma wszystko co dobry detektyw mieć powinien. Miłą odmianą było to, że gliniarz ten nie był "typowym gliniarzem". Peter King nie jest pijącym na umór, twardym jak stal, "męskim mężczyzną" w kapeluszu. Jest facetem odważnym, z poczuciem humoru, który potrafi porozmawiać poważnie, kiedy wymaga tego sytuacja. On i Ovsanna są bohaterami, których trudno nie polubić. Bohaterowie drugoplanowi również zostali dobrze wykreowani i żałowałam jednak trochę, że części z nich nie poznałam lepiej.

Fabuła, jak wspomniałam wcześniej, czasami jest przewidywalna. Jednak bawiłam się dobrze mimo tego :) Akcja czasami przystaje, jednak przez większość książki co chwilę dostajemy dawkę emocji, serwowanych pomału aż do największej porcji w ostatnich rozdziałach. W Polsce jest już podobnież dostępna druga część, którą na pewno niebawem przeczytam :) 

Jedyne błędy, które mnie gryzły to dziwaczne zabiegi językowe, odmiany i tym podobne formy, które widziałam pierwszy raz,  prawdopodobnie będące wynikiem złego tłumaczenia. Dodatkowo niektóre opisy był albo przesadzone, albo troszkę się przeciągały, choć można by je streścić w kilku zdaniach.

Co do wydania książki: Ma ona śnieżnobiałe kartki, których wprost nie cierpię. Nie da się czytać na słońcu. Poza tym, często na takich kartkach drukuje się tuszem, który rozmazuje się, gry tylko dłużej przyłożyć palec.  Tak też było i tym razem. Natomiast plusem naszej rodzimej wersji jest luźne rozłożenie tekstu na kartce i nie wypisywanie nie wiadomo jakich rewelacji na okładce. Otrzymałam to, co napisano. To moje nieprzyjemne skojarzenia z "seksownymi wampirami" sprawiły problem, przez co książka dość długo czekała na swoją kolej, całkowicie niezasłużenie.

Podsumowując: "Wampiry Hollywoodu to lekkie czytadło, nie wymagające większego zaangażowania. Książka dostarcza dużą dawkę humoru i mimo lekkości w odbiorze nie jest przeciętna czy napisana "na odwal się". Bohaterów trudno nie lubić :) Fabuła, czasami przewidywalna, trzyma się praw stworzonych przez autorów, a akcja zwalnia tylko na krótkie momenty. Komu mogę polecić? Cóż, właściwie wszystkim. Trudno mi określić. Humor w powieści jest dość specyficzny i osoba czytająca na co dzień poważną literaturę może czuć się trochę zawiedziona. Nie mniej jednak warto spróbować. Jak dla mnie to idealna lektura na podróż czy letnie wylegiwanie się na leżaku (ale pod parasolem). Ja dałam "Wampirom..." szansę i nie żałuję :) 

                                                                  Moja ocena 8/10

2 komentarze:

  1. Mam tę książkę, lecz jakoś nie dałam rady jej przeczytać, jednakże może powinnam dać jej jeszcze jedną szansę.

    OdpowiedzUsuń