Bentley Little - Instynkt śmierci

W miejscowości, w której mieszka Cathy doszło niegdyś do dwóch brutalnych morderstw. Kiedy była ona zaledwie sześcioletnią dziewczynką, mężczyzna z domu na przeciwko zabił swoją żonę i dziecko, po czym sam popełnił samobójstwo. Wydarzenie to wstrząsnęło całym miastem aż to tego stopnia, że dom ten przez wiele lat pozostał niezamieszkany. 

Cathy ma teraz ponad dwadzieścia lat i pracuje w miejscowej księgarni. Prawie zdążyła zapomnieć o wydarzeniach z dzieciństwa. Wszystko wydaje się normalne. Aż do dnia, kiedy do owego domu wprowadza się nowa rodzina. Dziwnym trafem, w mieście znów zaczęły się dziać dziwne rzeczy. W nocy słychać krzyki. Miejscowa policja nie może znaleźć ani jednej poszlaki w związku z kolejnymi, brutalnymi zbrodniami. Na domiar złego, jeden z policjantów zaginął i nie daje znaku życia.

Cathy poznaje policjanta pracującego przy sprawie - Allana. Odczuwa silną chęć pomocy mu przy schwytaniu miejscowego mordercy. Nie ma zamiaru znów chować się w domu i czekać co los przyniesie. Jednak i Allan i Cathy mają utrudnione zadanie. Morderstw jest coraz więcej, poszlak dalej brak, a zbrodniarz nie działa według żadnego schematu. Kim jest psychopata, który traktuje ludzi jak zabawki? I czy ma on coś wspólnego z nowymi mieszkańcami domu na przeciwko Cathy?

Znów zrobiłam sobie przydługą przerwę... Ale już jestem :) Nadrobiłam sobie trochę zaległości w czytaniu i teraz mam luzik. Dziś na warsztat biorę "Instynkt śmierci" książkę, która miała być fenomenalna a była... no właśnie, jaka?

Zacznę od negatywów. Autor to podobno geniusz horroru, którego odkrył sam Stephen King. Nie ukrywam, Bentley Little ma potencjał, ale nie do końca go wykorzystał. Po pierwsze: szanuję autorów, którzy nie boją się pisać wprost. Gorzej, kiedy trochę się z tym przesadza. Niektóre opisy były wręcz zbyt dostane i można je było zgrabnie poprzekształcać, aby nie straciły na dramatyczności, jednocześnie nie zniechęcając czytelnika do dalszej lektury. Bez przesady, książka dopiero co się zaczyna, jeszcze nie wczułam się w klimat a autor już zasypuje nas kolejnymi trupami. Więc było opisów "krwawej sieczki" niż fabuły, przynajmniej przez pierwszą połowę książki. 

Po drugie: Coraz częściej bohaterami książek są osoby np.: chore, osierocone, niezrozumiane przez otoczenie itd. Ma to wzbudzić współczucie lub udowodnić, że słabsze jednostki również mogą dokonać wielkich czynów. Jednak, kiedy każdy bohater w książce albo opiekuje się chorym psychicznie ojcem (jak Cathy), czy ma nieczułego ojca (jak Jimmy - mały chłopiec, sąsiad Cathy) i w ogóle wszyscy mają tak ciężki los, że tylko by usiąść i zapłakać, to nie działa to na korzyść książki. Wiem, że każdy ma jakieś wady,  ale nie trzeba od razu robić ze wszystkich bohaterów ofiary losu. 

Powieść napisano trochę jak scenariusz filmowy. Zdania są krótkie, opisujące każdą czynność po kolei. Dialogi między bohaterami są beznamiętne i lakoniczne. Częste powtórzenia. Poza tym rzuciły mi się w oczy pewne nieścisłości. W książce napisane było, że Cathy ma sypialnię na piętrze. Jednak kilka rozdziałów później, mały chłopiec zagląda przez jej okno. (Lewitował?) Drugą tajemnicą jest dla mnie to, że morderca pracował nad CIAŁEM od trzech to pięciu godzin... kiedy kobieta nie żyła od dwóch. Biorąc pod uwagę opis miejsca zbrodni można by łatwo wywnioskować, że kobieta ta nie przeżyłaby pół godziny tortur, a co dopiero trzech.

Rzeczą, która mnie troszkę rozczarowała, to pominięcie dwóch całkiem istotnych w książce wątków. Jednym z nich jest wątek ojca Cathy, któremu zmieniła się osobowość w skutek wypadku samochodowego (obrażenia mózgu, te sprawy). Jednak nie opisano ani razu, co konkretnie się stało. Bohaterka z połowie rozmyślań napomknęła coś, po czym szybko się wycofywała. Drugą pominiętą historią jest wątek brata Cathy Davida, który był chory psychicznie od urodzenia (zapewne) i ciągle męczył Cathy. Być może dlatego kobieta chciała pomóc Allanowi w śledztwie?  Tego nie wiem, bo opisano jedynie dziwactwa Davida. Nie wiadomo co się z nim stało w dorosłym życiu, dlaczego taki był, jak reagowali jego rodzice. Nie wiadomo nic, mimo iż co jakiś czas autor raczy nas retrospekcjami z dzieciństwa Cathy. Przeczytałam długaśny rozdział i dalej nie posunęłam się do przodu... 

Ale żeby nie było, teraz pora na pozytywne strony książki. Powieść jest wciągająca. Mimo tych paru głupotek, które wymieniłam wyżej, nie jest najgorzej. Czyta się płynnie i szybko. Im dłużej miałam książkę w rękach tym trudniej było mi ją odłożyć.

Autor potrafił stworzyć mroczny i niepokojący klimat. Czytając wieczorami i nocą można czuć ciarki na plecach. Same pomysły na kolejne zbrodnie były... interesujące. Nie będę ujawniać co morderca robił ze swoimi ofiarami, to trzeba przeczytać. Niewątpliwie autor ma wyobraźnię ;)  Bentley Little potrafił poprzeplatać wątki, które osobno są raczej nudnawe, w taki sposób, że czeka się z niecierpliwością na kolejny rozdział. Jest to tym bardziej ciekawe, że policja nie miała ani jednej poszlaki!

Zakończenie, mimo iż z lekka przewidywalne, było emocjonujące i w pełni zadowalało. Co prawda, można by się kłócić, czy autor nie nagiął troszkę niektórych prawd, ale to pozostawiam tym, którzy książkę mają za sobą. Jeśli ktoś czytał proszę napisać: czy osoba, jaką była morderca wydała ci się wiarogodna? Dla mnie troszkę naciągane.

Podsumowując: Książka wydaje się napisana troszkę na siłę. Kuleją bohaterowie, fabuła, styl, czyli trójca, która powinna być wyszlifowana, aby nazwać powieść "wydarzeniem roku". Dla mnie "Instynkt śmierci" to taki średniaczek, który wyróżnia się jedynie oryginalnymi morderstwami i klimatem. To raczej pozycja dla ciekawych. Ale ponieważ Maruda jest ciekawska, to poszukam jeszcze jakiś książek Bentleya, skoro, jak głosi napis na okładce, jest największym obok Kinga mistrzem horroru. Kto wie, może zaczęłam od złej książki ;) Raczej nie polecam. W tym gatunku znajdziecie wiele ciekawszych pozycji. Jednak, jeśli egzemplarz "Instynktu śmierci" leży gdzieś u Ciebie na półce i nie masz nic lepszego do roboty... daj mu szanse. Arcydzieło to to może nie jest, ale kompletne dno też nie.

                                                                   Moja ocena 5/10
  

5 komentarzy:

  1. Czasem dobry klimat nie wystarczy niestety. A przyznam szczerze, że tytuł tej książki jakoś mnie rozśmieszył - brzmi strasznie tandetnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo tych negatywów. Prawdę powiedziawszy, gdy czytałam Twój opis fabuły, wciągnęłam się tak, jakbym już miała w dłoniach samą książkę. W głowie zapaliła się lampeczka: "Musisz to przeczytać!". Jednak im dalej w las (Twojej recenzji) tym mój zapał słabł. Szkoda, że czasem wychodzi tak, że coś, co mogło by być arcydziełem, nie jest nim, bo autor nie wycisnął całego potencjału z fabuły. Martwi mnie też język; krótkie zdania? lakoniczność? beznamiętne dialogi? To chyba jednak nie dla mnie...a szkoda!
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  3. To teraz mogę ją swobodnie sobie odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://przyakomapniamencieparanoi.blogspot.com/ zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń