Lauren Oliver - 7 razy dziś

Sam Kingston jest właściwie szkolną legendą. Ma idealnego chłopaka, trzy najlepsze przyjaciółki, a jest też ładna i popularna. Czegóż więcej może pragnąć nastolatka? Może, aby wszyscy jej zazdrościli. A idealnym dniem, aby zabłysnąć swoimi atutami jest dzień Kupidyna. Im więcej tego dnia dostanie się róż, tym zwraca się większą uwagę, a w liceum o to przecież chodzi.

Sam wraz z przyjaciółkami zostaje zaproszona na imprezę do swojego znajomego. Podobno ma się zebrać cała szkolna elita, tak więc i jej nie może zabraknąć. Jednak impreza zaczyna wymykać się spod kontroli. Alkohol, narkotyki i absolutny brak nadzory i granic potrafią zrobić swoje. Sam namawia przyjaciółki, aby wrócić do domu. Połączenie piwa z samochodem nie jest jednak najlepszym pomysłem i już na pierwszym zakręcie auto uderza w drzewo. Zgrzyt metalu jest ogłuszający. Sam zaciska powieki, ale gdy je otwiera znajduje się u siebie w pokoju. Był ranek, dwunastego lutego. Dzień zaczął się od nowa. 

To nie był sen. Sam na prawdę dostała szansę od losu, aby jej ostatni dzień życia wyglądał nieco inaczej. Co jednak musi zrobić, aby przerwać tę pętlę? Czy da się wyjść z tego w taki sposób, aby wszyscy ocaleli? 

Na początki chciałabym przeprosić za moją długą nieobecność. Natłoczyło się sporo spraw, czasu na czytanie było mało. W kolejce mam sporo książek, a doszły jeszcze gwiazdkowe prezenty, tak więc pora wziąć się w garść. A więc...

Z autorką spotkałam się wcześniej w "Delirium". Książka ta niezbyt przypadła mi do gustu i już spisywałam "7 razy dziś" na straty, kiedy to wciągnęła mi zupełnie inna historia i styl. Ta powieść zupełnie różni się od trylogii. Przeczytałam ją może w dwa wieczory i byłam wściekła kiedy ktoś mi przerywał. Jest to zdecydowanie ten rodzaj książek, od których nie można się oderwać, lub jest to bardzo trudne. Czym różni się "7 razy dziś" od rozdmuchanego "Delirium"?

Po pierwsze, bohaterowie, którzy są jak dla mnie z życia wzięci. Trudno tu porównywać położenie Leny i Sam, bo jak wiadomo, żyją w zupełnie innych światach. Jednak charakter drugiej dziewczyny wydaje mi się o wiele bardziej realny, jej myśli i czyny nie są patetyczne ani przewidywalne, tak więc czuję, że mam tu do czynienia z nastolatką. Na dodatek wątek miłosny, który w książce występuje w cale mi nie przeszkadza. Miłość Sam jest troszkę ułomna i niedojrzała, jak u nastolatki. Popełnia błędy i boi się w tych sprawach ryzykować. Zdecydowanie nie jest to typowy romans dla nastolatek, których zdoła wzruszyć nawet papier toaletowy w serduszka.

Po drugie, styl autorki. Gdybym nie miała napisane na okładce "Lauren Oliver" nie domyśliłabym się, że autorką obu książek jest jedna i ta sama osoba (albo nie byłabym do końca pewna ;) ). Język jest młodzieżowy, łatwy w odbiorze. Jak to u młodych ludzi, zdarzają się czasem przekleństwa, jednak nie są one znowuż aż tak rażące. Czyta się szybko i przyjemnie.  To właśnie "7 razy dziś" wybawiło mnie z mojego kryzysu czytelniczego.

Akcja mknie jak rozpędzony pociąg. Kiedy Sam myślała, że znalazła już rozwiązanie zagadki, znów budzi się i zaczyna dzień od nowa. Fabuła jest dobrze przemyślana. Świetnie się bawiłam przy lekturze, aż sama dziwiłam się, że na niektóre rzeczy nie wpadłam. Wszystkie wydarzanie układają się w jedną całość.

Podsumowując: "7 razy dziś" jest zdecydowanie książką godną polecenia. Na prawdę trudno mi znaleźć coś, do czego można by się przyczepić (no może z wyjątkiem tłumaczenia tytułu, bo jak zwykle polscy tłumacze puścili wodze fantazji). Bohaterowie są autentyczni, fabuła przemyślana i czyta się szybko. Czego więcej trzeba? Jeżeli jeszcze Wam mało, to dodam, ze książka zawiera wiele prawd o życiu, o których niestety często zapominamy. Tak więc polecam i jeszcze raz polecam!

Moja ocena 9/10

10 komentarzy:

  1. W przeciwieństwie do Ciebie, "Delirium" mnie zachwyciło, więc chętnie sięgnę też po "7 razy dziś". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Ci się podobało :) Czytałam i oceniłabym tak mniej więcej między 6 a 7, dla mnie to byłó takie przyjemne czytadło :)
    Wesołych Świąt!
    izkalysa

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś myślę, że się skuszę. Może być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. "7 razy dziś" już dawno za mną :) i zgadzam się z Twoją opinią, że jest to książka godna polecenia! początek nieco mnie nudził... jednak potem już nie mogłam się oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam ją już trzy razy w bibliotece, ale jakoś tak nie mogłam się do niej przymierzyć. Po Twojej recenzji jeszcze to przemyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna opowieść - płakałam przy niej strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten motyw bardzo mnie intryguje! Nie wiem właściwie, czy to książka dla mnie, ale mam ochotę ją przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie przeczytam. Świetna recenzja :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam już za sobą i przyznaję, że bardzo mi się podobała, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Od dawna poluję na tę książkę i chyba od dzisiaj, zaostrzę poszukiwania. Dobra recenzja, będę zaglądać :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń