Agata Christie - Karty na stół

Kolekcjonowanie. Czynność zupełnie zwyczajna. Każdy zna jakiegoś filatelistę, kogoś mającego bzika na punkcie guzików, zdjęć, pocztówek czy choćby płyt CD. Herkules Poirot natrafił jednak na człowieka, którego nawet z tak prozaicznej czynności potrafił zrobić coś, czego nikt inny by się nie podjął.

Pan Shaitana jest osobą specyficzną. Nie ma przyjaciół, a każdy kto go zna z trudem odnajduje w nim dobre cechy. Jest bowiem kimś, kogo wszyscy określają mianem szarlatana. Lubi bawić się ludźmi, wprawianie ich w zakłopotanie sprawia mu przyjemność. Ma pieniędzy jak lodu. Jego dom wypchany kosztownościami byłby rajem dla włamywacza. Ale wszystko co robi, kupuje, ubiera się a nawet zbiera jest wymyślne, niespotykane, a już na pewno przerażające. Pan Shaitana podczas rozmowy z Herkulesem Poirotem (zapewne dlatego, że ma do czynienia z detektywem) zdradził, że jego jednym z zajęć jest kolekcjonowanie... morderców. Człowiek ten słyną z ekstrawaganckiego i prowokacyjnego zachowania, więc kiedy zobaczył niedowierzanie na twarzy detektywa, zaprosił go na jedno ze swoich słynnym przyjęć. I tak zaczęła się cała historia...

Wieczorem, kiedy wszyscy zjedli kolację, zaproponowano grę w brydża. Grali wszyscy z wyjątkiem gospodarza, który przyglądał się gościom z fotela. Pod koniec, kiedy przy stoliku została najbardziej wytrwała para goście zaczęli myśleć o powrocie do domu. Herkules Poirot podszedł więc do fotela, na którym od dłuższego czasu drzemał Shaitana. Nie przyszło mu jednak do głowy, że może nie udać się go zbudzić. Mężczyzna był martwy, a z jego piersi wystawała rękojeść niewielkiego sztyletu. Nie ma wątpliwości... zrobił to któryś z gości. Ale Herkules Poirot był pewien jeszcze jednej rzeczy:nie należało lekceważyć słów Shaitany.

Rozpoczęto więc śledztwo. Sytuacja była o tyle zabawna, że Shaitana bawił się swoimi gośćmi nawet po śmierci. Było bowiem 4 hycli i 4 podejrzanych. Do grupy detektywów należał oczywiście Herkules Poirot, Adriana Oliver (autorka słynnych kryminałów o Fińskim detektywie), nadinspektor Battle i pułkownik Race. Podejrzani natomiast to: Doktor Roberts (bo każdy lekarz ma coś na sumieniu), Pani Lorrimer, Major Despard i młodziutka panna Meredith. Według słów Sheitany, każdy, którego przyłączył do swojej kolekcji jest mordercą, bez dwóch zdań. Zadaniem detektywów jest dowiedzieć się, czy to faktycznie prawda (przynajmniej jeden musiał nim być) i odnalezienie tego, który odpowiedzialny jest za śmierć gospodarza. Nie trzeba tłumaczyć, że zagadka nie będzie łatwa do rozwiązania. Shaitana to faktycznie istny szarlatan.

Każdy z Was zna, albo chociaż słyszał o Pani Christie. Jej książki zaliczają się klasyki kryminałów, a sama przeczytałam ich chyba z dwanaście. Jest to oczywiście niewielki procent tego, co ogólnie napisała. Nie byłam więc pewna, czy czytając kolejną książkę tej autorki będę tak zachwycona powieścią, jak za pierwszym razem. Otóż tak... Pani Christie się nie nudzi ;)

Bohaterowie. Mamy możliwość z zapoznaniem się w większością z nich. Żałuję, że dwie postacie zostały troszkę pominięte, ale nie jest to aż tak rzucające się w oczy, kiedy tyle się w okół dzieje. Herkules Poirot jak zwykle odstaje od reszty detektywów i zamiast wypytywać o historię życia podejrzanego, stosuje własne sposoby. Przyznam, że byłam zaskoczona i zaintrygowały mnie metody słynnego śledczego. Podobało mi się też, że książka jest napisana w taki sposób, że można samemu pokombinować, kto jest mordercą. Nie mamy wyłożonego na talerzu winnego, co zabija akcję na samym początku w wielu książkach.

Akcja powieści troszkę się ślimaczy na początku, kiedy poznawaliśmy po bohaterów i brakowało tych spektakularnych zwrotów akcji. Natomiast pod koniec nie mogłam wręcz oderwać się od książki (uwierzcie, nie mówię tego tak po prostu, na prawdę nie można się oderwać). Akcja jest tak szybka, ze ręka aż nie świerzbiła, żeby przewrócić kartkę.

Styl autorki jest klasyczny. To dobrze napisany i przemyślany kryminał, który warto przeczytać. Jest to jednak jedna książka z wielu. Każda powieść tej autorki ma w sobie coś innego, ale w gruncie rzeczy są bardzo podobne i radzę czytać je w odstępach czasowych, gdyż szybko mogą się wam znudzić. Ja po książki tej autorki sięgam, gdy mam ochotę na stary dobry kryminał bez latających flaków czy przekleństw. To taka książka jedna z wielu, a jednak wyjątkowa :) 
  
Podsumowując: Polecam "Karty na stół" każdemu, kto ma ochotę na odrobinę klasyki. Książka, gdzie samemu jest się detektywem, to świetna rozrywka na wieczory lub podczas czekania w długiej kolejce. Czyta się szybko, powieść ma może z dwieście stron, nie więcej. Jednak, jeśli planujecie przeczytać więcej książek Agaty Christie, radzę robić między nimi krótkie przerwy. Poza tym, nie mam zastrzeżeń ;)

Moja ocena 7/10

10 komentarzy:

  1. Za kryminałami nie przepadam, jednak Christie muszę poznać koniecznie. Klasyczną formę uwielbiam, dlatego myślę, że jej książki przypadną mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się w końcu skusić na tę autorkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zamiar zagłębiać twórczość tej autorki, wieć pewnie, ze przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze o tej książce nie słyszałam Agaty ale chętnie się zapoznam. Świetne okładki wybrałaś tak btw ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, jak z każdą książką Christie, bardzo chętnie bym się zapoznał!

    OdpowiedzUsuń
  6. Agatha górą!
    Z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książek Pani Christie nie odmówię:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdej powieści Chrisie stawiam 5! :D
    Jest to moja jedna z ulubionych autorek - bez dwóch zdań!
    Przeczytałam dopiero pięć jej książek, a "Karty na stół" zamierzam przeczytać później.

    OdpowiedzUsuń
  9. Christie zawsze mile widziana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tej jeszcze nie czytałam, ale planuję wszystkie tej autorki przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń