Stephen King - Christine

Wyjątkowo upalne lato w Stanach Zjednoczonych. Dennis i jego przyjaciel Arnie wracali po południu z pracy na budowie. Nagle Arnie kazał zatrzymać samochód Dennisowi. Zobaczył bowiem swoją pierwszą miłość - Christine. Rozpadający się na podwórku byłego weterana wojennego plymouth fury, rocznik 1958, miał przyklejoną karteczkę z napisem "Na sprzedaż". Arnie niebawem miał dostać wypłatę i wiedział, że ten samochód, to coś co musi mieć. Dennis pierwszy raz widział żeby Arnie się w coś aż tak zaangażował. 

Jednak o wiele bardziej zdziwieni i zdenerwowani okazali się rodzice Arnie'go. Oboje byli zwolennikami dyscypliny, przez co ich syn uczęszczał jedynie na wybrane przez nich kółka zainteresowań i olimpiady np. kółko szachowe. Arnie miał również bardzo dobre oceny, z egzaminów dostawał zazwyczaj powyżej 95%. Jednak jak chłopak mógł cieszyć się z wyników, skoro wszystko co robił było kierowane zachcianką rodziców, a jego prawdziwe zainteresowania tępiono już od najmłodszych lat. Nie był też najpiękniejszy, właściwie wszyscy uważali go za brzydala ze względy na problemy z trądzikiem. Krosty pokrywały mu całą twarz i niezależnie od tego ile maści na nią nakładał i jak często się mył, problem nie chciał zniknąć. Tak więc mimo gróźb i nakazów rodziców, aby sprzedał gruchota, Arnie postanowił po raz pierwszy sprzeciwić się ich woli, wynająć garaż i stopniowo naprawiać samochód - przywrócić mu dawną świetność i przepiękny, czerwony kolor. 
 

Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, gdyby nie zmiany, które stopniowo zachodziły w Arniem i jego wybrance. Chłopak zaczął opuszczać się w nauce, samochód był dla niego ważniejszy od rodziny i Dennisa, pomijając już naukę i perspektywy na przyszłość. Jakiekolwiek uwagi ze strony kogokolwiek na temat Christine budziły w nim agresję. Chłopak zaczął mówić o tym samochodzie jak o człowieku, a konkretnie - kobiecie. Zaczęło to niepokoić Dennisa. Podobnie jak jeden dość istotny szczegół, którego nikt nie zauważał. Christine, mimo wielu nowych części, śmierdziała zgnilizną. Jakby coś rozkładało się pod fotelem. Dodatkowo radio odbierało jedynie stację ze starymi przebojami, której namiętnie słuchał poprzedni właściciel. Za każdym razem kiedy jechał "nią" razem z Arniem miał ochotę wyskoczyć przez okno. Czuł się tam nieswojo, jakby to auto chciało zagarnąć jego przyjaciela tylko dla siebie i gotowe było pozbyć się każdego, kto stanie mu na drodze. Obaj nie zdają sobie sprawy jak mroczną przeszłość ma Christine. Arnie jednak nie przejmował się ostrzeżeniami rodziny i przyjaciela. To przecież samochód, nie ma świadomości, nie jest opętany ani nic z tych rzeczy. Prawda... ?

"Christine" jest drugą książką Pana Kinga, którą miałam przyjemność przeczytać. "Wielki marsz" zrobił na mnie ogromne wrażenie i bałam się, że książka ze starym samochodem w roli głównej może nie sprostać moim oczekiwaniom. Zostałam jednak przyjemnie rozczarowana :)

Temat, jakim jest samochód widmo, znany jest od dawna, i sądziłam, że książka ta jako horror nie zrobi na mnie większego wrażenia. Cóż, mogłam po "Christine" spokojnie zasnąć. Nie czuje się jednak zawiedziona. Stephen King potrafił odświeżyć historię opętanego samochodu, aby czytelnik się nie nudził i w dodatku po jego plecach przechodziły ciarki. Styl Kinga jest przyjemny w odbiorze, nastawiony raczej na opisy krajobrazów, emocji czy przedmiotów, które nie męczą, a pomagają wtopić się niepokojący świat wyobraźni autora. Pisarz powoli serwuje kolejne dawki grozy i zanim się obejrzałam, nie mogłam się już od książki oderwać.

Bohaterowie są zróżnicowani i realistyczni. Nie ma tu podziału na czarnych i białych, no może z wyjątkiem chuliganów dokuczających Arnie'mu. Autor nie marnuje czasu na błahe dialogi czy udziwnianie powieści wątkami pobocznymi. Cała fabuła została starannie przemyślana. Czytając książki Kinga czuje się, że twoja wyobraźnia trafiła w dobre ręce :) 

Akcja powoli się rozkręca. Początek książki jest całkiem niewinny, lecz im dłużej się czyta, tym akcja przyśpiesza. Punkt kulminacyjny przypada na ostatni rozdział, ale autor nie pozostawia nas "rozgrzanych" i w epilogu opisuje życie bohaterów po kilku latach, co dopina książkę. Po przeczytaniu ostatniego zdania byłam usatysfakcjonowana, czułam, że właśnie skończyłam wyjątkowo dobrą książkę. Nie dziwię się zatem, że autor ten ma tak wielu zwolenników. Zapewniam, że kupując książkę Pana Kinga robicie dobry interes ;)

Podsumowując: "Christine" jest książką o niezbyt oryginalnym pomyśle na fabułę, która dzięki "magii Kinga" zyskuje trochę świeżości. Myślę, że niewiele ludzi potrzebowałoby zachęty aby sięgnąć po tę powieść, w końcu King to King, ale tym, którzy jeszcze nie poznali stylu autora, jak najbardziej polecam! Mimo, iż książka kręci się w ogół samochódu widmo, utrzymuje w napięciu i wciąga jak wir wodny. Czyta się płynnie i szybko. Więc nie zwlekajcie i spróbujcie, bo jak dla mnie warto :)

Moja ocena 8/10
  

7 komentarzy:

  1. Bardzo chcę przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam film i pamiętam, że bardzo wtedy chciałam sięgnąć po książkę. Może w końcu się skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam tę historię z filmowej wersji, ale chętnie odświeżę ją sobie raz jeszcze sięgając po w/w książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł niby banalny i dziwaczny, ale rzeczywiście w wydaniu Kinga nabiera świeżości i autentycznie przeraża. Polecam!
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja znajomość z Kingiem nie jest najlepsza :) no nudzi mnie facet, przeczytałam kilka pozycji, a z 5 chyba porzuciałam w połowie :) niestety nie udaało nam się polubić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie przepadam za wszystkimi jego książkami. Nie mogłam przebrnąć przez "Nocną zmianę". Trzeba po prostu trafić ;)

      Usuń
  6. Coś blogerzy ostatnio często "Christine" recezują:) Cóż, powiem to, co wszędzie - jedna z udanych książek Kinga, pomimo ograniczenia uwielbianego przeze mnie gawędziarstwa w jego wykonaniu. Autor jak zwykle postarał się o drobiazgową charakterystykę bohaterów, odpowiednią dawkę grozy umiejętnie wyważoną z lekkimi scenami gore i rzecz jasna intrygującą antagonistkę;) Nic, tylko czytać. Albo oglądać, bo Carpenter też postarał się przy przenoszeniu prozy na ekran.

    OdpowiedzUsuń