Sofie Sarenbrant - 36 Tydzień

Końcówka lata w małej wiosce rybackiej Brantevik zapowiadał się spokojnie. Dwa zaprzyjaźnione małżeństwa postanowiły spędzić ze sobą ostatnie dni wakacji. Johanna i Eryk są świeżo po ślubie i spodziewają się pierwszego dziecka. Natomiast Agnes i Tobbie są małżeństwem od kilku lat, mają już córkę, ale tak się złożyło, że Agnes również jest w zaawansowanej ciąży. Wielu podejrzewało, że przyjaciółki umówiły się, aby urodzić w tym samym czasie, ale był to jedynie zbieg okoliczności.

Johanna z Erykiem powoli zaczęli wyczuwać napięcie między przyjaciółmi. Tobbie non stop prowokował kłótnie, był oschły i wulgarny w stosunku do żony. Eryk zaproponował, aby ostatni dzień w wiosce spędzić pozytywnie, Johannie bardzo zależało, aby pogodzić Tobbiego i Agnes, toteż wybrali się późnym wieczorem do pubu. Wyjście to nie poprawiło jednak nastrojów. Tobbie zamroczony alkoholem zaczyna podrywać piękną kelnerkę, co poskutkowało opuszczeniem lokalu przez Agnes. 

Następnego dnia Tobbie budzi się sam. Sądzi, że urażona jego zachowaniem żona spędziła noc z Johanną. Jednak chwilę później, Tobbie i jego przyjaciele (którzy sądzili, że Agnes jest w domu) zaczynają panikować. Nikt, ani matka Tobbiego ani Agnes nie wiedzą, gdzie ona jest. Tobbie powoli uświadamia sobie powagę sytuacji. Porwana została nie tylko jego żona, ale i nienarodzone dziecko.Sprawę zgłoszono policji. Jednak nie znaleziono żadnych poszlak ani świadków.  Policja mimo wytężenia sił i postawienia na nogi wszystkich funkcjonariuszy nie dowiedziała się niczego nowego. Z dnia na dzień Tobbie zaczyna coraz bardziej brać winę zaginięcia żony na siebie. Dodatkowo jego córka dopytuje się gdzie zniknęła mama. Na domiar złego Agnes jest w ostatniej fazie ciąży, niewiele czasu zostało do porodu. Rozpoczyna się wyścig z czasem...

Książka przykuła moją uwagę, gdyż na jej okładce znajdowała się znajdowała się naklejka z informacją, że książka ta jest debiutem autorki, napisana w podobnym stylu co książki Camilli Lackberg. Czytałam 3 powieści tej autorki i podoba mi się jej styl, więc, po zapoznaniu się z fabułą "36-ego tygodnia", postanowiłam przeczytać. Jak mi się podobało? Cóż, jak dla mnie całkiem nieźle :)

Po pierwsze: bohaterowie: Johanna jest osobą silną i wytrwałą w swoich przekonaniach. Jako pierwsza zauważa konflikt między Agnes i Tobbiem. Z Agnes znają się od lat i wie, że kobieta ta jest raczej uległa i pierwsza wyciąga rękę na zgodę, co niestety perfidnie wykorzystuje jej mąż. Johanna widząc, że związek przyjaciółki zaczyna się psuć, a Agnes nie ma w mężu żadnego oparcia postanawia jej pomóc i załagodzić kłótnię. Eryk - mąż Johanny jest również przyjacielem Tobbiego. Mimo męskiej solidarności i podobnego poczucia humoru jemu również nie podoba się zachowanie mężczyzny. Jednak po zaginięciu Agnes i zmianie zachowania Tobbiego postanawiają się mu pomóc i zaopiekować się jego córką. Tobbie natomiast dopiero po stracie żony uświadamia sobie wagę Agnes w jego życiu. Dostrzega popełnione błędy. Teraz, aby odnaleźć miłość zrobiłby wszystko.  Bohaterowie opisani są w sposób realny, po kilu rozdziałach znałam ich dobrze: ich charaktery, grzeszki z przeszłości, styl bycia. Każdy z nich jest inny. Oprócz głównych bohaterów w książce ważną role odgrywa też detektyw i główny dziennikarz lokalnej gazety. Obydwoje starają się dowieść prawdy jako pierwszy.

Powieść ma rozbudowaną fabułę. Autorka zaskakuje nas nie tyle dziwnymi czy intrygującymi poszlakami, co ich brakiem. Zastanawiałam się, jak długi może być thriller bez jakichkolwiek dowodów i w tedy akcja obracała się o sto osiemdziesiąt stopni. Dzięki wartkiej akcji książkę czyta się szybko, zwłaszcza, że czcionka jest jak dla mnie duża, a tekst rozmieszczony jest luźno, co nie męczy oczu. A wracającdo Pani Lackberg, to przyznać muszę, że obie autorki piszą w podobny sposób, jednak Sofie Sarenbrant musi jeszcze kilka elementów doszlifować. 
Mianowicie książki Camilli Lackberg, nawet jeśli rozwiązanie zagadki poznawało się wcześniej, to
trzymały one w napięciu do ostatniej kartki. Natomiast w tym przypadku, gdy zakończenia domyśliłam się na dwa, trzy rozdziały wcześniej, napięcie siadło.Ogólnie rzecz biorąc książka przypadła mi do gustu, ale jak na pierwszy tom serii... spodziewałam się czegoś więcej. 

Podsumowując: Książka Sofie Sarenbrant "36 tydzień" to jak dla mnie całkiem udany debiut. Mimo paru niedociągnięć przypadła mi do gustu min.: dzięki lekkiemu stylowi autorki, ciekawie skonstruowanej fabule, zróżnicowanym bohaterom i wartkiej akcji. Muszę jednak ostrzec, że mimo tych wszystkich zalet nie jest to książka powalająca, należąca do tych obowiązkowych lektur, które po prostu trzeba mieć. Polecam ją raczej osobom, które dopiero zaczynają z thrillerami, bardziej wymagający czytelnicy mogą ją potraktować jako luźna odskocznia. Polecam, ale nie zmuszam :) Jeśli macie ochotę, to nie pożałujecie, ale nie spodziewajcie się arcydzieła.

Moja ocena 6/10

12 komentarzy:

  1. Tej autorki jeszcze nic nie czytałam, a zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce, lecz z chęcią się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli autorka potrafi tak zaskoczyć czytelnika, to jestem na tak - brzmi całkiem obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lato to mój czas czytania książek tego typu, więc zdecydowanie uważnie będę się rozglądać za tą pozycją ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nie przepadam za serią kryminałów z tego cyklu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę o sobie, że jestem raczej wymagającą czytelniczką;) Ale lubię od czasu do czasu przeczytać coś lżejszego. Zainteresowała mnie fabuła tej powieści i z tego powodu chciałabym po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka by mnie zniechęciła, bo ostatnie spotkanie z Lackebrg nie należało do udanych:) A u Ciebie odwrotnie, co czytałaś? Może po prostu źle wycelowałam:)
    Brak napięcia jak dla mnie skreśla tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam jej sagę od "Księżniczki z lodu" :) Mi przypadła do gustu.

      Usuń
  8. Niestety ale to nie dla mnie jednak.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie zapisany tytuł na okładce, ale te nachalne hasła: "dla wielbicieli..." czy "kolejna wielka autorka" trochę odstraszają.
    Treść natomiast brzmi interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio mam wielką ochotę na kryminały, więc raczej sięgnę po książkę. Chociaż zgadzam się co do okładki- te napisy odstraszają..

    OdpowiedzUsuń
  11. Blog bardzo mi się podoba - dla wszystkich moli książkowych: http://demotywatory.pl/4149949/Wole-samotny-wieczor-przy-ksiazce-i-kawie

    OdpowiedzUsuń