M.C Beaton - Agatha Raisin – Ciasto śmierci

Agatha Raisin, zmęczona hałasem i wyścigiem szczurów w mieście, postanawia zamknąć swój interes, przejść na emeryturę i zamieszkać w cichej  wsi Carsely. Jak to na wsi – wszyscy dobrze się znają, mają swoje przyzwyczajenia, powiedzonka. I choć mieszkańcy przyjęli Agathę przyjaźnie (z wyjątkiem pani Barr, sąsiadki która od samego początku uprzykrza życie Agacie), to nie czuję się ona najlepiej w nowym środowisku. Co z tego, że to urocza miejscowość skoro nie ma w niej żadnego przyjaciela? Wszyscy zostali w Londynie. Agatha postanawia więc wkupić się w łaski mieszkańców Carsely, zamierzając wygrać, ogłoszony niedawno w okolicy, konkurs na najlepsze ciasto francuskie.

Ponieważ Agatha jest fatalną gospodynią domową, nie umie przyrządzić nic, co nie jest gotowym daniem do mikrofalówki, postanawia trochę pooszukiwać. Kupuje potajemnie, w najlepszej Londyńskiej piekarni, ciasto francuskie z nadzieniem szpinakowym i oddaje je na konkurs jako swoje własne. Niestety, Agatha jeszcze nie wie, że sędzia ma już swoją faworytkę, która co roku zdobywa pierwsze miejsce. Tak też stało się i w tym roku, a wściekła z powodu swojej porażki Agatha zaczyna tracić nadzieję. Ale to jeszcze nie wszystko… Następnego dnia cała wioska rozmawia tylko o jednym, Cummings-Browne, sędzia konkursu na ciasto francuskie nie żyje! Zatruł się ciastem z nadzieniem szpinakowym, które przywiozła Agatha! Mówicie, że Wasz pierwszy dzień w szkole/pracy był beznadziejny?
To na 100% było morderstwo, tak przynajmniej twierdzi Agatha, ale kto dodał trucizny do jej ciasta?  Czyżby ktoś chciał się jej pozbyć?

Chodzę sobie po Empiku i szukam okazji i nagle… Widzę tę książeczkę (trzeba przyznać, że jest mała). W dodatku w niskiej cenie, a na jej okładce znalazłam 3 czy 4 pochlebne opinie, jedna z nich mówi, że Agatha Raisin to nowa Panna Marple. A teraz wracamy na ziemię. Nie wiem, czy komuś zapłacono za porównanie tej książki do kryminałów Christie. Przeczytałam mnóstwo książek tej autorki i niewiele mają wspólnego z „Ciastem śmierci”. Ale zacznijmy od początku.

Główną bohaterką książki „Ciasto śmierci” jest Agatha Raisin. Pięćdziesięcioletnia kobieta, która postanawia zamknąć swoją firmę, opuścić wielkie miasto  i zacząć spokojne życie na wsi. W tym momencie zaczęły się zgrzyty. Autorka trochę przesadziła z upodabnianiem swojej powieści do książek Christie i zupełnie nie odczułam, że Agatha Raisin żyje w dwudziestym pierwszym wieku (no może wtedy, kiedy odgrzewała jedzenie w mikrofalówce). Dodatkowo w prawie każdym rozdziale, albo przyjaciel Agathy albo policjant, zajmujący się sprawą śmierci sędziego, porównuje Raisin do panny Marple… żebyśmy przypadkiem o tym nie zapomnieli. Przykro mi, ale nie sądzę, żeby Agatha Raisin była dobrym materiałem na detektywa. Bardziej przejmowała się swoją pozycją wśród sąsiadów niż śmiercią jednego z nich.

Zdaję sobie sprawę, że ta krótka książka ma nie przygniatać czytelnika niepotrzebnymi informacjami czy opisami i być tylko niezobowiązującym czasoumilaczem. Niestety brak opisów jest równie zły jak ich nadmiar. Tekst nie jest spójny. Zdania są krótkie, podobnie jak część akapitów, które mają po dwa, trzy zdania i są wpakowane … sama nie wiem po co. Czytając tę książkę ma się wrażenie, jakby oglądało się zacinający film. Agatha je kolację, a chwilę później wychodzi już rano z domu i jedzie do Londynu. Dynamiczna akcja to coś co lubię, ale ty wszystko działo się za szybko. Dialogi są błahe. Raisin, kobietę biznesu, twardą zawodniczkę, jaką zna cały Londyn nagle ogarnia smutek, bo nie lubi jej kilka osób we wsi? Jeszcze jedna rzecz, którą trudno mi zrozumieć.

To co uwielbiam w kryminałach Christie, to to, że czytelnik był trzymany w niepewności aż do samego końca i dopiero w ostatnim rozdziale dowiadywał się kto jest mordercą. Takie wielkie bum na koniec. Tutaj natomiast już od połowy książki wiedziałam kto jest mordercą. Fabuła jest przewidywalna, nie ma żadnego napięcia, co jest dość poważnym minusem, zwłaszcza w książce która ma zaledwie 250 stron.

Coś, co jeszcze mi się niezbyt podoba to okładka. Jest tandetna i prawdopodobnie nie zwróciłabym na tę książkę uwagi, gdyby nie niska cena i zapewnienia, że to fenomenalna pozycja. Będzie to może nauczką dla mnie, że te najbardziej zachwalane książki są zazwyczaj największym rozczarowaniem.

Żeby było odrobinę słodyczy w tej goryczy, myślę, że jeszcze sięgnę po jakąś książkę tej autorki. Może coś się poprawi w kolejnych tomach, w końcu jest to dopiero pierwsza część całej kilkunastotomowej serii.

Podsumowując: Nie zawracajcie sobie głowy  tą książką. Czytanie tej podróbki będzie stratą czasu, który możecie spędzić przy innej, ciekawszej powieści. Ta jest przewidywalna i mało wciągająca. Przypominam też starą prawdę, żeby nie dać się omamić cenią i przesłodzonym opiniom na okładkach. Książka jest wtedy jednym wielkim rozczarowaniem… Nie polecam.

Moja ocena 3/10

8 komentarzy:

  1. Pamiętam jak było głośno o tej serii, gdyż wypuszczano ją, jako dodatek do pewnej gazety. Szukałam wtedy przez pół miasta w każdym kiosku, aby ją dostać, ale nie udało się. Teraz widzę, że nie mam czego żałować, więc nie żałuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam. Nie jest to arcydzieło, a porównania z panną Marple są zdecydowanie przesadzone. Nie uważam też tej książki za najgorszą...ale mimo wszystko Christie to to nie jest;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie to swietna ksiazka i cala seria. Uwielbiam ja :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam tę serię w kioskach, ale w ogóle mnie do niej nie ciągnie

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się projekt okładek całkiem podoba. Szkoda, że treść nie jest jednak tak dobra. Myślałem, że może kiedyś sobie sprawdzę co to, ale raczej nie będę się z tym śpieszył, skoro nie ma co.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio dość często trafiam na recenzje dotyczące różnych części Agathy Raisin. Ja nie jestem do końca przekonana czy chcę zapoznawać się z jej perypetiami... Na razie odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  7. A właśnie miałam ochotę przeczytać tą książkę... Faktycznie, okładka trochę taka... wściekła xD Pomimo tego różu wydaje się tajemnicza, ale po co oceniać okładkę, skoro ważniejsza jest treść? Nie znoszę książek, w których: a) nie ma opisów; lub b) jest ich zbyt wiele. Książka ma wciągać, porywać czytelnika i nie puszczać! Recenzja świetna ;) Nic w niej nie brakuje ^^ Pozdrawiam i obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm, jakoś bez większej ochoty :)

    OdpowiedzUsuń