Kornelia Romanowska – Puszka Pandory

Znana polska piosenkarka Dominika Orzechowska, której do tej pory wszystko układało się jak najlepiej, zaczyna tracić grunt pod stopami. Znajduje liściki z groźbami, jest śledzona, zaczyna mieć od tego wszystkiego koszmary… Dlatego jej najlepszy przyjaciel zaproponował jej, że powinna znaleźć sobie ochroniarza. Zaprowadził ją do najlepszego w swoim fachu faceta w Warszawie. Jednak, mimo całodobowej ochrony, która towarzyszyła Dominice jak cień, prześladowca nie rezygnuje. Ale kim on lub ona jest i czego chce od Orzechowskiej, która przecież nigdy nie mieszała się w żadne skandale, a jej kartoteka jest czysta jak łza? Piosenkarka i jej ochroniarz, Tyszkiewicz, są zdani tylko na siebie. Nie wiedzą, kto jest przyjacielem a kto tylko udaje. Kto jest wrogiem, kto tylko pionkiem w szatańskiej grze? Jeśli szybko się nie dowiedzą, oboje mogą stracić życie.

 Byłam pozytywnie nastawiona do polskich kryminałów (ukochana Pani Chmielewska :)), dlatego z ogromną ciekawością i entuzjazmem sięgnęłam po „Puszkę Pandory”. Niestety, w miarę czytania, mój entuzjazm zaczął ustępować dużemu (żeby nie powiedzieć ogromnemu) rozczarowaniu.

Po pierwsze, kryminał, jak to kryminał, powinien mieć w sobie odrobinę chociaż dynamiki, intrygi, ZAGADEK… Zamiast zadać na samym początku sporo pytań, żeby czytelnik podczas lektury mógł się głowić, kto jest mordercą i dać jakieś poszlaki, otrzymałam kłócącą się w każdym rozdziale parę piosenkarka – ochroniarz.

Dodatkowo: wrażliwa kobieta, odizolowany i szorstki mężczyzna… od razu widać, że romans jak ta lala. Przez ¾ książki Dominika rozważa nad tym, „Czy Krzysztof jest jej ukochanym czy nie?" po czym w następnym rozdziale zmienia się narrator (jest nim teraz Krzysztof) i otrzymuję dokładnie to samo, ale z jego punktu widzenia… trochę jak w Brazylijskiej telenoweli. No i oczywiście co jakiś czas długa i bogata w szczegóły scena łóżkowa. Zaczęłam się zastanawiać, czy to kryminał czy romans bo już sama nie wiem.


Rzecz wręcz niewybaczalna! – główni bohaterowie w kryminale powinni rozwiązywać pewną zagadkę, natomiast tu było zupełnie inaczej. Krzysztof i Dominika co prawda zastanawiali się nad ty, kto im grozi, ale zamiast szukać, dowiadywać się i dążyć w kierunku jej rozwikłania, zajmowali się swoim burzliwym związkiem. Wszystkie, a przynajmniej większość odpowiedzi otrzymali od brata Tyszkiewicza, który tak naprawdę był postacią drugoplanową... nawet nie! Wyglądało to mniej więcej tak: Tyszkiewicz dzwoni do brata, prosi go o przysługę, aby znalazł informacje na temat tej i tej osoby, po czym odkłada słuchawkę, i znów leci telenowela…. Jeszcze jedna sprawa, która może nie jest aż tak istotna, ale rzuca się w oczy, to język. Jest prosty, ale sporo w nim przekleństw. Nie jest to co prawda mowa ludzi z zaułka, ale w pewnym momentach zdarzały się takie wiązanki, że aż mrużyłam oczy.

Czy są jakieś plusy? No cóż, jakieś przecież muszą być. Na pewno czyta się ją szybko i stanowi pewien rozluźniający czasoumilacz. Świat przedstawiony w książce jest opisany porządnie i realnie, a bohaterów nie można przecież aż tak nienawidzić. Dodatkowo czyta się ją szybko i wciąga, mimo niezadowalającego wątku kryminalnego.

Widać, że autorka ma potencjał ale myślę, że gdyby wydała kolejną książkę, przeczytałabym, chociażby z ciekawości. Niestety ta ma sporo minusów, których w porządnym kryminale nie powinny się w ogóle pojawić. Jest przewidywalna i schematyczna, śladowe ilości wątku kryminalnego są niedopracowane i szczerze mówiąc zaliczyłabym tę powieść bardziej do romansów niż literatury sensacyjnej. Osobom wymagającym, szukających ambitnego i dobrze napisanego kryminału, raczej nie polecam, chyba, że ma się duuuużo wolnego czasu i jest Wam naprawdę wszystko jedno. Radzę jednak omijać ją szerokim łukiem.
                                                       
Moja ocena 1/10  

15 komentarzy:

  1. Fabuła wydaję się być niezła i tytuł ok, ale skoro ma wiele minusów to niestety sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam ciekawa tej książki, tym bardziej, że autorka prowadzi bloga, którego regularnie czytuję, jednak po kilu recenzjach w podobnym tonie przeszła mi ochota na tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. zdecydowanie nie dla mnie... zupełnie nie zainteresowała mnie fabuła tej książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. ...a o jakim typowym paranormalu My rozmawiamy?, chyba się pogubiłam, bo ja czytałam o kryminale :)

      Usuń
  5. A ja póki co nie ryzykuje, polskie kryminały omijam szerokim łukiem. Za dużo zawodów mi dostarczyły ;) Tak czytam recenzję i chyba z tym byłoby to samo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako miłośniczka kryminałów stwierdzam, że po tę książkę nie sięgnę. Nie jest mi potrzebna tego typu historia miłosna zamiast pasjonującej zagadki.. A zapowiadało się ciekawie;)
    Zastanawia mnie komentarz Blueberry - chyba nawet nie czytała recenzji, spojrzała tylko na okładkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama się zastanawiałam... Niestety musimy być przygotowani na to, że piszemy i piszemy, a ktoś to zlekceważy... Lepiej żeby w takich przypadkach spojrzeć chociaż na podsumowanie:/

      Usuń
  7. Sama nie wiem. tytuł zaciekawia, ale po Twojej recenzji chyba ją sobie przez jakiś czas odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahha, nie. Całkowicie szkoda mi czasu na tę lekturkę :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam o książce, bo autorka jest blogerką. Albo tytuł podobny... Anyway. Książce podziękuję. :3 Świetnie to opisałaś, więc wiem po co nie sięgać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Co do książki "Sny" - chętnie ją oddam, może chciałabyś się za coś wymienić? (Tylko wiesz, za nic bardzo wartościowego, bo obawiam się że książka może Cię rozczarować;) Albo masz konto na fincie? Jeżeli byłabyś zainteresowana, to się do mnie odezwij.
    Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam w domku, ale jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny blog :* obserwuje i zapraszam do mnie bedzie mi bardzo miło :*

    OdpowiedzUsuń