Stephen King - Wielki Marsz


Szesnastoletni Ray  Garraty już pogodził się z faktem, że musi wziąć udział w wielkim marszu.  Droga jaką będzie musiał przejść będzie długa i wymagająca.  Gra jest warta świeczki, zwycięzca otrzymuje od państwa wszystko czego zapragnie do końca życia. Ale jest haczyk: w wielkim marszu nie ma drugiego czy trzeciego miejsca. Meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni uczestnik.

Stu chłopaków, słabszych i silniejszych, wybranych przypadkowo, wyrwanych z domu i zmuszonych do pochodu stanęli na starcie. Jeśli ruszą nie będą mogli zrezygnować. Jeśli zatrzymają się choćby na chwilę, od razu zostaną zlikwidowani. Dlatego w Wielkim Marszu zmienia się patrzenie na świat. Nie ma tu miejsca na litość czy współczucie. Albo jesteś wystarczająco silny by iść, albo giniesz, proste prawda? Ale bardziej bolesne od śmierci i bólu obtartych stup jest widok ginących ludzi, których dopiero się poznało. Raj jest silnym chłopakiem. Czeka na niego matka i dziewczyna którą kocha nad życie, które przecież tak szybko może stracić.

Strzał. Wszyscy ruszyli. Słychać szum żwiru pod butami 100 uczestników Wielkiego marszu… A Ty, jesteś na tyle odważny by przejść piekielny pochód? 

Wielki marsz jest pierwszą książką Stephena Kinga z jaką się zetknęłam. Wiele recenzji jego powieści zawierały informacje, że dzieła te mają wiele męczących  i niepotrzebnie rozbudowanych opisów oraz żmudnie się je czyta. Ta książka jest jednak inna. Od samego początku wciąga i nie pozwala się oderwać choćby na minutę. Autor potrafi tak napisać powieść, że wydaję mi się, iż sama biorę udział w marszu.  Jakbym słyszała własne kroki, choć leżę na łóżku. Akcja jest dynamiczna, a w miarę lekki język sprawia, że książkę czyta się szybko. Innymi słowy, jak zaczniesz, nie przestaniesz ;)

Bohaterowie są różnorodni: od niemrawego chłoptasia piszącego książkę, przez wyluzowanych nastolatków, po okrutnych i agresywnych chłopaków myślących tylko o wygranej.  Ray podobnie jak większość  uczestników Wielkiego Marszu nie wie dlaczego zgodziło się wziąć udział. Wystarczy przecież chwila słabości żeby przegrać i dostać czerwoną kartkę. Niektórzy uważają, że po prostu dla wygranej inni dlatego, żeby coś udowodnić. Ale czy czyjakolwiek śmierć  jest tego warta? Dlaczego musi iść akurat stu i akurat dziewięćdziesięciu dziewięciu musi umrzeć? Książka skłania do refleksji, pokazuje, że dopiero podczas ostatecznej próby  dowiadujemy się ile życie nasze i innych jest warte.

Autor pisze wprost. Nie tworzy całostronicowych opisów czy metafor. Pisze bez owijania w bawełnę o cierpieniu, odrzuceniu, miłości czy przyjaźni. Jedyne co mi się nie podobało, a właściwie troszkę rozczarowało to zakończenie. Trudno mi dokładnie napisać dlaczego, bo nie chcę wam psuć zabawy, ale zdradzę tyle: czuję ogromny niedosyt, jakby ktoś uciął ostatni rozdział. Ale teraz wiem, że Pan King, ma do tego tendencję.
 
Książka przypadła mi do gustu ponieważ była wzruszająca, skłaniająca do refleksji i ukazująca ludzką naturę. Mieszankę tylu emocji  i ten niepowtarzalny nastrój w 300 stronach mogą zamknąć tylko naprawdę dobrzy pisarze, do których King niewątpliwie należy. Miłośnikom powieści z dreszczykiem, dających niezłego emocjonalnego kopa zdecydowanie  polecam. Osobom wolącym niezobowiązujące, lekkie książki na jeden wieczór raczej odradzam, bo trzeba jednak poświęcić na nią trochę czasu…

                                                                      Moja ocena 10/10

23 komentarze:

  1. Aż wstyd się przyznać, ale nie czytałam jeszcze nic Kinga. Czas to zmienić, ale zaczynać będę chyba od "Lśnienia", bo już mam je w domu ;) Jednak recenzja bardzo ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie czytałam jeszcze żadnego utworu Kinga. Ale powinnam to jak najszybciej nadrobić ;)Może we wakacje znajdę na to więcej czasu.
    Pozdrawiam1

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Kinga, a tej powieści nie miałam jeszcze okazji czytać! Karygodne xD Bardzo zainteresowała mnie Twoja recenzja i strasznie jestem ciekawa tej książki:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twórczość Kinga bardzo lubię tak więc i po proponowaną przez ciebie książkę na pewno kiedyś sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Planuję sięgnąć - jak będę miała czas.
    A tak w ogóle dawno tu nie byłam! Witam :D I oby mi Twój blog znowu nie zniknął z oka - czekam na duuużo postów :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Na Kinga szykuję się już jakiś czas, więc może zacznę od właśnie tej książki?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo jestem ciekawa tej książki. Wierzę, że mi się spodoba. Na razie czytam obecnie ,,Carrie'' tego autora a potem zastanowię się i może sięgnę również po ,,Wielki marsz''.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę od dawna mam w planach i kilka dni temu udało mi się ją kupić. Paczuszka już w drodze:D:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę koniecznie przeczytać :DD

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam, zresztą King jest moim ulubionym autorem. Rozumiem, że rozczarowało Cię zakończenie...ale King nie jest raczej zwolennikiem prostych zakończeń, tych z cyklu "I żyli długo i szczęśliwie". Cóż, też wolę kiedy wszystko jest jasno powiedziane...
    W każdym razie, podobnie jak Ty, uważam że "Wielki marsz" to bardzo dobra książka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Fabuła przypomina mi "Igrzyska śmierci", ale to zmienia faktu, że muszę koniecznie przeczytać tą książkę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja cały czas mam w planach poznać twórczość Kinga, bo do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę.
    No nic, może podczas wakacji się uda. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba czegoś takiego szukałem. No tak, mogłem przewidzieć, że znajdę to u poczciwego Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  14. po książki Kinga zawsze z chęcią sięgam
    tej opisywanej przez Ciebie akurat nie miałam okazji czytać, a z chęcią bym to zrobiła :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Moją pierwszą książką Kinga była "Zielona Mila", która naprawdę mnie zachwyciła, na półce czeka "Szkieletowa załoga", za którą chciałabym się w końcu zabrać, a teraz do listy dopisuję "Wielki marsz" - myślę, że się nie zawiodę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Och King... uwielbiam gościa ! ;D
    Co do Trylogii Czasu... zaczarowała mnie tak, że sięgnięcie po inną książkę i ta świadomość, że w tej "innej" nie będzie Gideona i Gwendolyn była nieznośna.
    Pozdrawiam =)

    OdpowiedzUsuń
  17. King - ja sięgam. Jestem strasznie ciekawa kolejnych jego książek (czyli m.in. tej)

    OdpowiedzUsuń
  18. zastanawiałam się ostatnio nad jakąś książką Kinga i chyba to będzie ta;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak na razie przeczytałam tylko jedną książkę Kinga i bardzo mi się ona podobała. Ostatnio nawet na zajęciach omawialiśmy jego dzieła, więc z pewnością niedługo sięgnę po tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o tej książce i mam na nią ochotę. Nie czytałam jeszcze Kinga, ale musze to nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem jakim cudem ta książka się przede mną uchowała, ale bardzo mnie zainteresowała. Na 100% przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam i książka również mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  23. Według mnie jest to jedna z najpiękniejszych i najbardziej refleksyjnych powieści Kinga, generalnie jest urzekająca i można by się dłuuugo nad nią rozpływać, ale ma w sobie pewną moc i dar przemawiania do serca... wprost do serca!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń